Przyznam, że tytuł tej recenzji to bardziej figura retoryczna, niż naruszenie integralnej struktury mojej żuchwy, ale faktem jest to, że MCHOSE A7X Ultra to sprzęt, który wprawił mnie w osłupienie. Jestem autentycznie zszokowany, że w tym segmencie cenowym udało zmieścić się aż tyle!
Zastanawialiście się kiedyś, czy da radę połączyć wrażenie premium z ceną, która choć rzecz jasna nie należy do budżetowych, nie jest przy tym przesadnie wygórowana? To trochę jak połączenie ognia z wodą, dwóch przeciwstawnych do siebie kwestii, nieprawdaż? Cóż, premiera MCHOSE A7X Ultra, która miała miejsce jakiś czas temu, udowodniła, że to jak najbardziej możliwe. Wyceniona na 100 dolarów mysz, którą w Polsce możemy dostać za około 400 złotych to sprzęt, który u innych producentów spokojnie mógłby kosztować dwa razy więcej!
Nie tworzyłem nigdy statystyk dotyczących liczby myszek, które dane było mi przetestować, ale z pewnością była to liczba niemała. Przy tym nie przypominam sobie, abym miał do czynienia z czymś takim już wcześniej – w poniższej recenzji odnajdziecie odpowiedzi, które wyjaśnią skąd wziął się mój zachwyt.
Myszka w… walizce! MCHOSE definiuje to, co powinno oznaczać opakowanie premium
Z reguły w recenzjach (przynajmniej tych pisanych) nie poświęca się wiele miejsca opakowaniu. Bo w zasadzie nie ma powodów: Razer, Logitech, SteelSeries czy Glorious przyzwyczaili nas do wariacji na temat kartonowych pudełek, wykonanych z mniej lub bardziej grubej tektury. Owszem, droższe myszki potrafią być zamykane w zmyślnych opakowaniach, ale to wciąż kartonik, który nie wywołuje żadnych emocji. MCHOSE postanowiło to zmienić, oddając w ręce użytkownika prawdziwą walizkę.
Nie ma tu pomyłki, choć przyznam szczerze, że gdy po raz pierwszy usłyszałem o tej myszce od polskiego dystrybutora, byłem przekonany, że walizka to zwykły rekwizyt, który ma na celu upiększyć zdjęcia promocyjne. Nic z tych rzeczy: A7X Ultra nie spoczywa w żadnym kartonie, ale w pełnoprawnej walizce wykonanej z metalu i innych materiałów, które wręcz krzyczą „to najwyższa liga”.

Walizka wyposażona została, rzecz jasna, w uchwyt oraz dwa zatrzaski, które zabezpieczają przed przypadkowym otwarciem. Po ich zwolnieniu, naszym oczom ukazuje się wnętrze wyściełane pianką z obu stron walizki, gdzie w uformowanych miejscach spoczywa myszka oraz dodatki w postaci:
- kabel USB-C,
- odbiornik 2.4 GHz 8K,
- woreczek na myszkę,
- adapter przedłużający,
- makulatura,
- zestaw gripów,
- szklana naklejka na spód (wyjaśnię o co tu chodzi),
- zapasowe ślizgacze.
Wszystko to w gustownej walizce, która po otwarciu wygląda jak futerał na broń rodem z filmów w stylu John Wick. Przyznaję, że trudno sięgnąć mi pamięcią do myszki, która wywarłaby tak piorunujące wrażenie, jak MCHOSE A7X Ultra, już na samym wstępie.

Budowa MCHOSE A7X Ultra
Przejdźmy jednak do samej myszy, przyglądając się bliżej konstrukcji. Jak zapewne już zobaczyliście na zdjęciach, mamy tu do czynienia z konstrukcją dziurawą (kolokwializm jednego z członków mojej redakcji), czyli otwartymi prześwitami, które umożliwiają spojrzenie do wnętrza gryzonia. Nie jestem przesadny fanem tego rozwiązania, ale MCHOSE zastosowało je tak, że wygląda to tu naprawdę nieźle. Zrezygnowano z prostej konstrukcji otworów na modłę plastra miodu, stawiając na unikatowe wariacje na temat trójkątów. Jakkolwiek na początku kręciłem nosem, tak szybko się do tego przyzwyczaiłem – nie do się ukryć, że ten zabieg pozwolił odchudzić mysz, która łącznie ma 53 gramy wagi.
Mysz jest również fenomenalna w dotyku, co jest sprawą doboru konkretnego rodzaju materiału. Otóż jej korpus wykonany został ze stopu magnezu, który sam producent określa mianem niezwykle lekkiego. Rzecz jasna mowa tu tylko o korpusie, główne przyciski i dwa boczne są dalej plastikowe (inaczej mogłyby być zbyt ciężkie), ale ogromnie przypadło mi to do gustu. Kojarzycie modele myszy, wykonane z plastiku, gdzie producent chwali się różnymi wariacjami na temat tzw. „ice coatingu”? Nie mówię, że to bujdy, ale tutaj MCHOSE idzie o krok dalej. Metal, które użyto do wykonania korpusu nie tylko nadaje myszy pełne spektrum bycia sprzętem premium, ale cały czas pozostaje chłodny. Za każdym razem, gdy kładłem na nią dłoń, korpus przyjemnie chłodził skórę, co z pewnością doceni każdy gracz w trakcie letnich miesięcy.

Mysz ma konstrukcję uformowaną symetrycznie, ale nadal dedykowaną praworęcznym. Mamy tu więc podobieństwo do modelu MCHOSE A7 V2 Ultra, którego recenzją również się u nas pojawiła. Dwa boczne przyciski umieszczono na lewym boku, tak samo jak w tańszym modelu MCHOSE, obsługuje się je kciukiem, do tego dochodzi jeszcze dioda sygnalizacyjna. Natomiast dwa główne przyciski wyposażono w po dwa otwory, które w żaden sposób nie przeszkadzają w ich obsłudze. Rolka wykonana z czarnego materiału jest przyjemna i bardzo cicha podczas kręcenia. Drugi bok urządzenia jest minimalistyczny, nie zawiera żadnych dodatków oprócz nazwy producenta.
Za to na spodzie nie ma nudy – i przyznam, że początkowo miałem lekkie obawy widząc konstrukcję myszy „od podwozia”. Wpierw jednak podstawy: mamy tu przycisk zmiany DPI oraz przełącznik trybu pracy (OFF/BT/2.4 GHz). Dodatkowo są tu trzy ślizgacze z teflonu (jeden otaczający sensor), więc sam gryzoń z podobną łatwością przesuwa się po miękkiej powierzchni podkładki, co jego młodszy brat, którego też recenzowałem. Wróćmy jednak do tego, o czym wspominałem w kontekście obaw. Otóż mysz od spodu ma dwa duże otwory, które nie tyle pozwalają zajrzeć do środka, co nawet dotknąć płytki PCB urządzenia. Widoczna jest nawet rolka od spodu (przyznam, że czegoś takiego jeszcze nie doświadczyłem w myszkach). Z jednej strony, otwór poniżej sensora pozwala wyeksponować płytkę PCB, którą pokryto złotymi wstawkami (wygląda to naprawdę nieźle), zatem skąd obawy? Chodzi o potencjalne ryzyko uszkodzenia, np. podczas transportu – odsłonięty obszar obwodu drukowanego może być podatny jeśli wrzucimy mysz bezpośrednio do plecaka i np. leżący w nim długopis zadziała jak szpikulec. Producent próbuje temu zaradzić stosując wspomnianą już szklaną naklejkę na spód, ale to wciąż nie jest 100% pewności. Moim zdaniem górny otwór powinien być zasłonięty (choć mogłoby to podbić lekko wagę urządzenia).
Podsumowując samą kwestię budowy: nie musisz być fanem otwartych konstrukcji, aby ta mysz przekonała Cię do siebie – jestem tego żywym dowodem. Budowa jest tu absolutnie świetna, jakością wykonania, gryzoń MCHOSE rzuca rękawicę topowym modelom ze znacznie wyższej półki cenowej. Monolityczna konstrukcja nadaje trwałości urządzeniu, nie ma mowy o żadnym skrzypieniu, mysz jest bardzo cicha i wygląda świetnie. Poza jednym otworem na spodzie, nie mam w zasadzie do czego się przyczepić.

Sensor, przełączniki i poezja dźwięku każdego kliku
Zacznę od razu do zachwytu: dawno nie miałem w dłoni tak przyjemnie brzmiącej myszy. Oba główne przyciski mają bardzo przyjemny do uszu odgłos każdego kliku. Nie jest absurdalnie głośny, choć pozostaje słyszalny. Optyczne switche Omron, jakie zostały tu zastosowane, są fantastyczne i nie mogę się nimi zachwycić. Producent wycenia je na70 milionów klików – nie miałem czasu testować (😉), ale z pewnością nie zawiodą przez długi czas. Rolka jest również przyjemna –obroty są lekkie i nie generują dźwięku, ale już klik jest słyszalny – i to głośniej niż przyciski główne. Za przyjemne obroty scrolla odpowiada obecny tu TTC Gold Encoder.
Pochwalić muszę tu także konsekwentne działanie LPM i PPM – ich praca jest taka sama pod względem feelingu, jak i dźwięku. W tym budżecie można tego rzecz jasna oczekiwać (i w zasadzie trzeba!), ale spotkałem droższe modele, które kładą priorytet jedynie na LPM, traktując przycisk prawy odrobinę po macoszemu. Oba przyciski cechuje również równy i minimalny post- i pre-travel. Co do bocznych, ich działanie jest lekkie, ale zarazem nie zdarzyło mi się wcisnąć je losowo. Mają podobny post-travel i pre-travel co przyciski główne.
Za śledzenie ruchu odpowiada tu sensor PAW3950 TI – dostarczony przez NVIDIĘ? No nie, to rozwiązanie od PixArt, jeden z flagowych modeli na rynku. Pozwala osiągnąć aż 42000 DPI (rzecz jasna to slogan marketingowe niż rozwiązanie dla kogokolwiek, kto nie jest robotem), prędkość śledzenia 750 IPS oraz przyspieszenie 50 G. Co więcej, mysz dowozi to, co obiecuje marketing: gryzoń obsługuje częstotliwość raportowania do 8000 Hz zarówno po połączeniu kablowym, jak i radiowym. Za to rozwiązanie odpowiada chpset Realtek, który jest tu obecny. Wykorzystuje on technologię TOPSPEED Wireless, co pozwala wycisnąć opóźnienia na poziomie 0,125 ms (w maksymalnym trybie 8000 Hz). Owszem, drenuje to baterie znacznie wścieklej, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby wybrać klasyczne 1000 Hz. A skoro bateria została wspomniana, przejdźmy do jej oceny.

Bateria i czas pracy modelu MCHOSE A7X Ultra
Recenzowany sprzęt oferuje pracę w klasycznym wydaniu, czyli po kablu, ale został wyposażony w dwa sposoby pracy bezprzewodowej: BT lub radiowe połączenie 2,4 GHz. Taka forma komunikacji budzi słuszne pytania o to, jak długo myszka radzi sobie na jednym ładowaniu. Zainstalowane tu ogniwo 500 mAh, według słów producenta powinno wystarczyć na 120 godzin grania, zakładając, że polling rate ustawiono na nie więcej niż 1000 Hz. Jak te obietnice mają się do rzeczywistości?
W przeliczeniu na dni, jest to pięć pełnych dni ciągłego użytkowania. To naprawdę dużo, mając na uwadze fakt, że bateria ma pojemność 500 mAh. Testując ją od pełnego naładowania, byłem w stanie użytkować ją przez niemal 6 dni, ale należy zaznaczyć: nie było to ciągłe użytkowanie. Wydaje się, że 120 godzin to nieco przesada względem tego, co dowozi gryzoń, ale nadal nie jest to coś, co mogłoby go skreślić. Żywotność baterii jest dobra, ale nie jest raczej tak długa, jak twierdzi producent.
MCHOSE A7X Ultra komunikuje o stanie baterii za pomocą małej diody, która znajduje się na jej lewym boku. Łatwo można zerknąć, ale sama dioda uaktywnia się tylko, gdy urządzenie domaga się ładowania. Jeżeli chcesz dokładnie sprawdzić stan naładowania ogniw, konieczne będzie skorzystanie z oprogramowania.

Software myszki
Ustawienia myszy w sofcie możemy zmieniać dwojako, gdyż model ten korzysta zarówno z klasyczne aplikacji do zainstalowania, ale także możemy wszystko uruchomić w wersji webowej (dla przeglądarek opartych na Chromium). Jeśli czytaliście moją recenzję MCHOSE A7 V2 Ultra, to w zasadzie wiecie już o nim wszystko (jeżeli nie, gorąco odsyłam). Aplikacja pozwala na zmianę wielu ustawień, począwszy od DPI, przez częstotliwość odpytywania, wysokość LOD, debounce time, czy nawet motion sync. Z jej pomocą sprawdzimy również dokładny stan naładowania baterii, więc jest całkiem przydatnym narzędziem.
Jest oszczędnie w formie layoutu, zdecydowanie nie jest to apka, która wygrałaby konkurs najlepiej prezentujących się programów do obsługi, ale przecież nie o to tu chodzi. Niemniej są potknięcia, jak błędy w tłumaczeniu czy problemy z zapisywaniem ustawień. Wszystkie zmiany są zapisywane w pamięci gryzonia, więc nie ma obawy, że będziemy musieli zawsze korzystać z otwartej aplikacji. Podsumowując, głowy ona nie urywa, ale spełnia swoje zadania i umożliwia wiele zmian w specyfikacji myszy.


Myszka klasy premium za sensowną cenę
Podsumowując moją przygodę z tym gryzoniem, mogę się w zupełności podpisać pod tym, że to fantastyczny sprzęt. Pomijam już samo opakowanie (które jest epickie), urządzenie w swoim działaniu jest bez jakichkolwiek zastrzeżeń. Pełna responsywność, wsparcie 8K polling rate na dwóch kanałach komunikacji, metal zamiast plastiku, masa wysokiej jakości akcesoriów, świetne przełączniki i ich feeling, ekstremalnie wręcz wysoka jakość wykonania i flagowy sensor. Czego tu chcieć więcej?
Faktem jest to, że opakowanie, choć robi wrażenie, i tak wyląduje na półce i raczej nie będzie przez nas użytkowane, a zastosowanie zwykłego kartonu najpewniej zbiłoby tu cenę. Dodatkowo nie do końca zrozumiała przeze mnie ekspozycja płytki PCB (ok, można ją zasłonić dołączoną osłoną, ale nie jest ona w 100% odporna) i wspomniane przy okazji recenzji innego modelu problemy z aplikacją, to niedogodności jak najbardziej obecne, ale nie skreślające tego modelu w żaden sposób. Ode mnie pełna polecajka, z pełnym przekonaniem, że inny producent zażądałby za tego gryzonia nawet 300-400 dolarów, argumentując to samym opakowaniem. Agresywna polityka cenowa MCHOSE wspiera ten model, ale nawet bez niej – obroniłby się on sam.
Sprawdź też nasze pozostałe recenzje sprzętu marki MCHOSE:
- MCHOSE A7 V2 Ultra – recenzja myszki. Klon, ale zdecydowanie wart uwagi
- MCHOSE V9 Turbo HW-V9-12 – recenzja. Stylowe słuchawki do zadań specjalnych
Myszkę do recenzji dostarczył dystrybutor #współpraca – nie miało to żadnego wpływu na wyrażane tu opinie
Recenzja:
9
/
10
Plusy
Minusy






