Little Nightmares powraca w trzeciej odsłonie – tym razem zabiera nas do upiornego wesołego miasteczka. Miałem okazję przetestować rozdział „Carnevale” przed premierą w trybie kooperacji i sprawdzić, czy koszmary w duecie straszą równie mocno.
Małe koszmary mogą budzić wielkie emocje – poprzednie części oczarowały nas baśniowo-makabrycznym stylem i duszną atmosferą grozy, który przywoływał na myśl produkcje Tima Burtona. Teraz nadchodzi Little Nightmares III, które miałem okazję przedpremierowo sprawdzić wraz z moją partnerką i przekonać się, czy trójka trzyma poziom. Już pierwsze minuty rozgrywki rozwiały moje obawy – strach pozostał, klimat jest gęsty jak zawsze, a to dopiero początek atrakcji.
Little Nightmares III – powrót do koszmarnej krainy
Little Nightmares III ponownie zabiera nas do mrocznego świata, gdzie małe dzieci muszą kryć się przed groteskowymi potworami. Dwójka nowych bohaterów – Low i Alone – utknęła w niepokojącym miejscu i razem szuka drogi ucieczki do rzeczywistości. Fabuła na razie pozostaje tajemnicza, ale motyw wspólnej podróży nadaje opowieści świeżości. Choć zmieniło się studio deweloperskie (za grę odpowiada teraz Supermassive Games zamiast Tarsier Studios), klimat poprzednich części pozostał nienaruszony. Grając czułem ten sam dreszcz co przy dawnych koszmarkach – świat wciąga i przeraża jak wcześniej, mimo nowej formuły rozgrywki. Jednym z miejsc, które odwiedzimy, jest właśnie upiorne Carnevale – lunapark łączący znajome elementy serii z kilkoma niespodziankami.
Carnevale – upiorne wesołe miasteczko
Carnevale to przeklęty lunapark skąpany w deszczu i mroku. Już pierwszy krok po spróchniałych, mokrych deskach budzi niepokój. Neonowe lampki migoczą nad straganami, rzucając chore cienie, a z oddali dobiega wesoła melodyjka z karuzeli.
Na terenie Carnevale roi się od dziwacznych istot. Stragany obsługują marionetki – drewniane pajace wielkości dzieci, gotowe rzucić się na każdego intruza. Po alejkach snują się też przerażający bywalcy zwani Herd („Stado”). To bezmyślny tłum ogromnych postaci w uniformach, krążących między straganami i bez końca pochłaniających słodycze. Wyglądają jak zahipnotyzowani klienci lunaparku, uwięzieni w nieskończonej, bezdusznej zabawie. Nikt tu nie zauważa, gdy ktoś zniknie obok – liczy się tylko następna „atrakcja”. Dla takich olbrzymów mali bohaterowie byliby co najwyżej kolejną zabawką albo przekąską, więc robiliśmy wszystko, by pozostać w ukryciu.

Na przykład, aby przemknąć obok jednego z tych potworów, musieliśmy poczęstować go słodyczami. Podrzuciliśmy wielkiego lizaka pod jego nogi; olbrzym chwycił się na cukrowy przysmak, a my skorzystaliśmy z okazji, by prześlizgnąć się bokiem. Makabryczne, a zarazem absurdalnie komiczne doświadczenie.
Każdy element scenerii Carnevale podkreśla koszmarne realia tego miejsca. Porzucone maski klaunów i skrzypiąca karuzela – wszystko buduje obraz zabawy rodem z najgorszego snu. Czuć, że zza kulis obserwuje nas tajemniczy Mistrz Ceremonii, pociągający za niewidzialne sznurki upiornego przedstawienia. Demo zwieńczyła spektakularna ucieczka kolejką górską. Low i Alone wskoczyli do rozpadającego się wagonika, wokół sypały się iskry i fragmenty desek, a rozwścieczone marionetki goniły tuż za nami. Ta krótka, intensywna scena trzymała mnie w napięciu do samego końca – kiedy ekran pociemniał, zdałem sobie sprawę, że wstrzymywałem oddech. Carnevale w demie dostarczyło mi solidnej dawki strachu, ale też podziwu dla wyobraźni twórców.
W duecie raźniej… czy straszniej? Wrażenia z kooperacji
Tryb kooperacji w Little Nightmares III pozwala dwóm graczom wspólnie przemierzać koszmarny świat jako Low i Alone. Okazało się, że w duecie strachu wcale nie ubywa – bywa nawet większy, bo teraz odpowiadamy także za drugą postać.
Co chwilę ostrzegaliśmy się szeptem lub zamieraliśmy w bezruchu, by nie dać się wykryć. Te wspólnie przeżywane momenty napięcia były niesamowicie intensywne. Pojawił się też nowy rodzaj lęku – strach o towarzysza. Gdy musieliśmy się rozdzielić (Alone przecisnęła się przez szczelinę, by otworzyć drzwi od środka, a ja zostałem z tyłu, kryjąc się przed krążącą marionetką), denerwowałem się o nią niemal bardziej niż o siebie. Te sekundy, gdy straciłem partnerkę z oczu, ciągnęły się w nieskończoność.

Współpraca okazała się nie tylko konieczna, ale i bardzo satysfakcjonująca. Poziomy zaprojektowano wyraźnie pod duet – wiele zadań wymaga równoczesnego działania obu osób, nieraz musieliśmy wspólnie uruchomić mechanizm.
Warto dodać, że Little Nightmares III oferuje kooperację tylko online (ewentualnie solo z partnerem sterowanym przez AI) – zabrakło trybu kanapowego, co może rozczarować część graczy. Na szczęście sztuczna inteligencja spisuje się świetnie. Gdy grałem samotnie, komputerowy Low bez problemu dotrzymywał kroku mojej Alone i automatycznie pomagał tam, gdzie trzeba. Słowem – nawet solo można cieszyć się grą, ale oczywiście najlepiej przeżywać te koszmary z żywym przyjacielem.
Łuk, klucz i zagadki – nowe mechaniki
Rozgrywka w Little Nightmares III bazuje na znanych fundamentach: skradanie, unikanie wielkich wrogów, rozwiązywanie łamigłówek środowiskowych i dramatyczne ucieczki. Nowością są jednak unikalne narzędzia bohaterów, które wpływają na przebieg zabawy. Low ma łuk ze strzałami, a Alone nosi ciężki klucz francuski – te przedmioty nie tylko budują klimat, ale przede wszystkim służą do pokonywania przeszkód.
Łuk Low pozwala aktywować odległe przełączniki lub odwracać uwagę wrogów z dystansu. Klucz Alone przydaje się do rozbijania blokad (desek, skrzyń) i jako dźwignia przy zepsutych mechanizmach. Klucz Alone może nawet chwilowo ogłuszyć mniejszych przeciwników – oczywiście otwarta konfrontacja to ostateczność, bo potwory są zbyt silne na bezpośrednie starcie.

Zagadki sprytnie wykorzystują te mechaniki i zmuszają do współpracy. Często jedno odwracało uwagę potwora strzałą z łuku, a drugie w tym czasie używało klucza gdzie indziej. Innym razem konieczne było podsadzenie partnera – Alone pomogła Low wspiąć się na półkę, by mógł dosięgnąć dźwigni.
Naturalnie, nadal kluczowe jest ostrożne skradanie i unikanie konfrontacji. Możemy chować się pod stołami, w szafach czy za przedmiotami, byle pozostać niewidocznymi – zupełnie jak w poprzednich częściach.
Małe bugi w wielkim koszmarze
W demonstracyjnej wersji gry wystąpiło kilka drobnych błędów – np. znikający przeciwnik czy marionetka „przyklejona” do bohatera – lecz zdarzały się rzadko i zapewne zostaną naprawione przed premierą. Poza tym wersja przedpremierowa działała płynnie i stabilnie, a kooperacja online nie sprawiała problemów, więc nic nie zakłóciło naszej immersji.
Nadzieje i oczekiwania przed premierą
Little Nightmares III zapowiada się wyśmienicie i wiernie kontynuuje dziedzictwo marki. Styl artystyczny, dźwięk i atmosfera wciąż robią wrażenie, a dodanie kooperacji oraz nowych mechanik wnosi powiew świeżości. Twórcy doskonale rozumieją, za co pokochaliśmy serię, dokładając coś od siebie. Oczekiwania są wysokie – liczę, że pełna wersja utrzyma poziom klimatu z Carnevale i zaskoczy nas kolejnymi koszmarami.
Na szczęście nie musimy czekać do premiery, by samemu spróbować tych koszmarów. Już 17 września na wszystkich platformach pojawi się grywalne demo Little Nightmares III, dzięki któremu każdy będzie mógł wkroczyć do Carnevale i sprawdzić jego klimat. Pełna gra zadebiutuje 10 października 2025, a po tym, co zobaczyłem w demie, jestem dobrej myśli – szykuje się upiorna uczta dla fanów. Szykujcie się, mali uciekinierzy: koszmary czekają tuż za rogiem, gotowe, byśmy stawili im czoła… w duecie!






![Czy taki ten nowy Skate zły? [FELIETON]](https://tech.morele.net/wp-content/uploads/2025/10/skate.jpg)