Premiera następcy Switcha z ekranem LCD to dla wielu technologiczny policzek, a przynajmniej kubeł zimnej wody. Po latach obcowania z modelem OLED, zadajemy sobie tylko dwa pytania, kiedy wyjdzie Nintendo Switch 2 OLED i ile będzie kosztować?
W tym artykule zastanowimy się, czy (a raczej kiedy) powstanie ulepszona wersja konsoli, ile może kosztować i dlaczego japoński gigant po raz kolejny każe nam czekać na to, co konkurencja daje niemal od ręki.
Kiedy premiera Nintendo Switch 2 OLED?
Spójrzmy na kalendarz 1. odsłony Switcha:
- Switch (LCD): marzec 2017
- Switch OLED: październik 2021
Odstęp wynosił ponad 4 lata. Czy tym razem będziemy czekać tak długo? Wydaje się, że nie. Tempo rozwoju technologii przyspieszyło. Steam Deck OLED pokazał się niespełna 2 lata po premierze oryginału. Nintendo czuje ten oddech na plecach, a Nintendo Switch 2 vs Steam Deck to głównie decyzja na podstawie biblioteki gier.
Moja prognoza? 2 do 3 lat po premierze podstawowego Switcha 2. Jeśli konsola trafiła (lub trafi) na rynek w 2025 roku, modelu OLED spodziewałbym się w okolicach 2027 lub 2028 roku. To idealny moment na odświeżenie w połowie generacji. Sprzedaż podstawowego modelu zacznie naturalnie zwalniać, rynek nasyci się pierwszym rzutem entuzjastów, a wtedy Nintendo wjedzie „całe na biało” (lub czarno) z modelem OLED, ponownie nakręcając machinę marketingową. Dopóki model LCD będzie znikał z półek, dopóty nie zobaczymy OLED-a.
Ile Nintendo Switch 2 OLED będzie kosztować?
Temat pieniędzy zawsze budzi emocje. Jeśli bazowy Switch 2 z grą kosztuje w okolicach 2400 zł, to ile trzeba będzie dopłacić za OLED-owy luksus?
Historia konsol Nintendo uczy nas, że dopłata za model OLED wynosiła około 100-200 złotych. W przypadku Nintendo Switch 2 OLED może być podobnie, ale biorąc pod uwagę inflację i rosnące koszty komponentów, różnica może wzrosnąć do 400 zł.
W Polsce przełożyłoby się to na kwoty rzędu 2500-2800 złotych. Dużo? Jak na konsolę przenośną – tak. Ale spójrzmy na ceny smartfonów, które wymieniamy co dwa lata. Flagowce kosztują po 5-6 tysięcy. W tym kontekście, potężna konsola przenośna z topowym ekranem za połowę tej ceny nie brzmi już tak strasznie.
Dlaczego warto czekać na model OLED?
Może się wydawać, że ten artykuł to jedna wielka laurka dla technologii OLED. I trochę tak jest, bo jeśli raz zagrasz na takim ekranie, powrót do LCD jest bolesny. Ale dlaczego konkretnie warto wstrzymać się z zakupem i czekać na Nintendo Switch 2 OLED?
- Głębia imersji – W horrorach (np. seria Resident Evil) czerń buduje klimat. Na LCD czerń jest szara, co psuje efekt. Na OLEDzie, gdy gaśnie światło w grze, gaśnie też twój pokój.
- HDR (High Dynamic Range) – Nawet jeśli Switch 2 LCD będzie wspierał HDR, to na matrycy OLED efekt ten jest nieporównywalnie lepszy. Słońce w Zeldzie będzie oślepiać (w pozytywnym sensie), a wybuchy w grach akcji będą wyglądać spektakularnie.
- Kąty widzenia – Jeśli grasz w trybie „tabletop” (konsola stoi na nóżce, ty grasz padem) ze znajomymi, OLED zapewnia idealny obraz niezależnie od tego, pod jakim kątem na niego patrzysz. LCD przy dużych kątach traci kolory i kontrast.
- Wartość odsprzedaży – Konsole z lepszymi ekranami znacznie lepiej trzymają cenę. Inwestycja w model OLED to mniejsza strata przy ewentualnej odsprzedaży za kilka lat.
Co zaoferowałby nam Nintendo Switch 2 OLED?
Puśćmy teraz wodze fantazji, ale takiej osadzonej w realiach. Skoro wiemy, że wersja OLED powstanie (bo pieniądze muszą się zgadzać), to co dokładnie dostaniemy?
Przede wszystkim – jakość obrazu. To oczywiste. Gry Nintendo, które słyną z żywej, artystycznej oprawy graficznej, są stworzone dla OLED-ów. Wyobraź sobie Metroid Prime 4 z idealną czernią kosmosu. Albo nowe Super Mario, gdzie czerwień czapki hydraulika jest tak soczysta, że masz ochotę ją zjeść. Kontrast to słowo klucz. W LCD, nawet najlepszym, zawsze mamy do czynienia z pewnym „wypraniem” kolorów w ciemnych sceneriach.
Druga sprawa to ramki. Wersja OLED pierwszego Switcha pokazała, że można zmieścić większy ekran w tej samej obudowie, po prostu odchudzając plastikowe ramki wokół matrycy. Nintendo Switch 2 OLED mógłby pójść o krok dalej, oferując design niemal bezramkowy, co przy 8-calowym wyświetlaczu dałoby wrażenie trzymania w rękach „samego obrazu”.

Trzeci punkt to efektywność energetyczna. Tutaj sprawa jest niejednoznaczna. OLED-y są oszczędne przy wyświetlaniu ciemnych obrazów (czarny piksel to wyłączony piksel, nie pobiera prądu), ale przy jasnych scenach (a gry Nintendo są zazwyczaj jasne i kolorowe) mogą zużywać więcej energii niż LCD. Jednak postęp w technologii LTPO (zmienne odświeżanie) mógłby sprawić, że Nintendo Switch 2 OLED działałby na baterii dłużej, inteligentnie obniżając herce, gdy czytamy tekst w menu czy przeglądamy sklep.
Czy dostaniemy wyższą rozdzielczość? Raczej nie. Jeśli bazowy Switch 2 celuje w 1080p w trybie przenośnym, wersja OLED zostanie przy tej wartości. Fragmentacja rynku to ostatnie, czego chcą deweloperzy. Zmiana rozdzielczości wymusiłaby na twórcach gier dodatkową pracę przy optymalizacji. A Nintendo lubi prostotę.
A może jednak nie czekać? Argumenty za LCD
Żeby być uczciwym, muszę oddać sprawiedliwość ekranom LCD. To nie jest technologia z epoki kamienia łupanego. Dobrej klasy panel IPS LCD ma swoje zalety.
- Brak wypalania – Możesz zostawić grę na pauzie na 5 godzin i nie martwić się, że interfejs wypali się na stałe na matrycy. Dla osób, które grają w jedną grę przez tysiące godzin (np. Animal Crossing), to realny atut.
- Jasność maksymalna – Wiele nowoczesnych paneli LCD potrafi świecić jaśniej niż OLED-y (na całej powierzchni ekranu), co może być kluczowe, jeśli lubisz grać w parku w słoneczny dzień.
- Cena – Po prostu jest taniej. Jeśli masz ograniczony budżet, a chcesz grać w nowe gry, LCD jest wystarczający. Gry są te same, klatki te same, zabawa ta sama.
Podsumowanie. Cierpliwość popłaca, ale czy wytrzymasz?
Sytuacja z Nintendo Switch 2 OLED to klasyczny dylemat gracza: „Kupić teraz i bawić się już dziś, czy czekać na lepszą wersję i żałować straconego czasu?”.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że model OLED powstanie. Jest to naturalna kolej rzeczy w ewolucji sprzętu mobilnego. Jednakże, czekanie 2-3 lata na hipotetyczny sprzęt, podczas gdy omijają cię premiery największych hitów, wymaga żelaznej woli.
Moja rada? Jeśli masz starego Switcha OLED i wciąż masz w co grać – czekaj. Pierwsze modele nowych konsol często cierpią na choroby wieku dziecięcego (pływające analogi, problemy z chłodzeniem). Model OLED, który wyjdzie później, będzie nie tylko miał lepszy ekran, ale pewnie będzie też pozbawiony tych wczesnych usterek.
Jeśli jednak twój Nintendo Switch ledwo zipie albo w ogóle nie masz konsoli, a wychodzi właśnie nowa Zelda… cóż, bierz LCD. Gry Nintendo są tak dobre, że po 15 minutach rozgrywki zapomnisz o tym, że czerń nie jest idealnie czarna. Magia gameplayu zawsze wygrywa z technologią. Ale gdzieś z tyłu głowy, zawsze będzie tliła się ta myśl: „Ech, jakby to pięknie wyglądało na OLEDzie…”. I dokładnie na tym uczuciu Nintendo zarobi miliony dolarów za kilka lat.
Źródło zdjęć: Adobe Stock












