ENDORFY Celeris 1800 – recenzja klawiatury gamingowej

Awatar Błażej Charzyński
Endorfy Celeris 1800

Polski producent zaprezentował ostatnio klawiaturę ENDORFY Celeris 1800, która stanowi nowość w portfolio marki. Najpewniej to także początek nowej serii, który śmiało można określić udanym. Czym przekonuje do siebie nowa propozycja ENDORFY?

Sama nazwa nie jest tu dziełem przypadku – krótkie rendez-vous ze słownikiem łacińsko-polskim pozwala się dowiedzieć, że Celeris oznacza „szybka”. Kwestie nazewnictwa mamy już za sobą, zatem pora przejść do konkretów – czy mamy tu do czynienia z nowym otwarciem i progresem względem serii Thock, czy Omnis?

ENDORFY swoją najnowszą klawiaturę gamingową przygotowało z dbałością o szczegóły, serwując nam solidnie wykonany sprzęt, który udowadnia nam, że polska marka stawia na rozwój. W moje ręce trafiło urządzenie, które od pierwszego użycia przekonuje do siebie trwałym wykonaniem, nienaganną stylistyką i odpowiednią prezencją. Bo choć jest to sprzęt gamingowy, z powodzeniem jego zastosowania można rozszerzyć, gdyż krzykliwy sznyt gamerski został tu zredukowany praktycznie do zera.

Nowy sprzęt polskiej marki wyceniony został na 419 złotych, co plasuje go w średnim segmencie – a tutaj wymagania muszą być odpowiednio wyższe. Z tej recenzji dowiesz się, jak Celeris 1800 poradził sobie w starciu z oczekiwaniami – SPOILER alert: nadzwyczaj dobrze!

ENDORFY Celeris 1800 i akcesoria dołączone do klawiatury
ENDORFY Celeris 1800

Specyfikacja techniczna  ENDORFY Celeris 1800

Na papierze, nowa klawiatura polskiego producenta prezentuje się następująco – poniżej znajdziesz najważniejsze szczegóły dotyczące specyfikacji ENDORFY Celeris 1800:

  • Typ klawiatury: klawiatura mechaniczna,
  • Kolor: szary + dwa żółte keycapy (Esc + Enter);
  • Wymiary [mm]: 384×129,5×44,6;
  • Liczba klawiszy [szt.]: 100;
  • Przełączniki: ENDORFY Yellow by Gateron;
  • Kolor przełączników: żółty;
  • Hot-swap: tak;
  • Materiał klawiszy: PBT;
  • Rodzaj podświetlenia: ARGB;
  • Łączność USB: tak, długość przewodu: 1,8 m;
  • Bluetooth: tak;
  • Wireless 2.4 GHz: tak;
  • Moc ładowania: 0,24 W–3,75 W;
  • Kompatybilność: Windows, macOS, Linux, Android, iOS;
  • Oprogramowanie: Windows 10 lub nowszy;
  • Gwarancja producenta: 2 lata.
ENDORFY Celeris 1800 od frontu
Podświetlenie klawiatury nie jest przesadnie jasne

Zawartość opakowania

Z reguły nie zwykłem się rozwodzić nad zawartością opakowania, gdyż przeważnie nie ma w zasadzie nad czym. Recenzowana klawiatura jest tu jednak wyjątkiem – klasycznych rozmiarów opakowanie w charakterystycznej stylistyce marki ENDORFY, skrywa w sobie wiele dobrego. Zacznijmy jednak od samego pudełka. Dominująca barwa szarości w połączeniu z czarnymi i niebieskimi barwami to coś, do czego ENDORFY zdążyło nas przyzwyczaić. Obecność dwóch wyprofilowanych z tekstury zatrzasków sprawia, że nie ma mowy o przypadkowym otworzeniu.

Po ich otworzeniu uzyskujemy dostęp do wnętrza, gdzie w wyprofilowanej ramce, której nie wykonano z podłej jakości tektury, spoczywa urządzenie w piankowej folii. Choć rzecz jasna sama klawiatura jest najważniejsza, nie można przejść obojętnie obok dużej liczby dodatków, jakie dołącza do urządzenia producent. Jakie akcesoria znajdziemy oprócz samej klawiatury?

W zestawie znajdują się dwa dodatkowe przełączniki ENDORFY Yellow, pięć keycapów (każdy w kolorze szarym), przewód USB o długości 1,8 m oraz narzędzie umożliwiające demontaż keycapów i switchy. Do tego krótka instrukcja obsługi, wyjaśniająca podstawowe kwestie związane z pierwszym użyciem. To jednak nie wszystko! Odwracając klawiaturę do góry nogami, w specjalnie wyprofilowanych miejscach znajdziemy dodatkowych switch puller z plastiku oraz nanoodbiornik 2.4 GHz. To naprawdę warty docenienia fakt, gdyż puller jest zawsze pod ręką, a sam transmiter nie zgubi się nam, gdy wyciągniemy go z gniazda USB.

Wielu producentów jest niezwykle oszczędnych w kwestii dodatkowych akcesoriów. Po zupełnie przeciwnej stronie stoi ENDORY, które w swojej najnowszej klawiaturze wręcz zasypuje użytkownika dodatkami. To duża zaleta, którą należy pochwalić – jak i to, że samo urządzenie nawet w przypadku wykonania samego kartonu i jego wnętrza nie wywołuje wrażenia produkcji po kosztach.

Tył klawiatury
Tył urządzenia razem z wnęką na keycap pullera i nanoodbiornik

Pierwszy kontakt z klawiaturą ENDORFY Celeris 1800

Przejdźmy jednak do gwoździa programu – po odpakowaniu urządzenia z folii, naszym oczom ukazuje się prawdziwie kompaktowa klawiatura. Niewprawione oko mogłoby mylnie określić ją jako 80%, ale nic z tych rzeczy – to praktycznie pełnowymiarowa klawiatura z blokiem numerycznym, której brakuje ledwie paru przycisków do miana full-size. Cel ten został osiągnięty poprzez mocne zagęszczenie przycisków – jedyne przerwy między nimi to te koło klawiszy strzałek i przestrzeń między numpadem a pozostałymi przyciskami.

Było to konieczne, aby osiągnąć mniejsze rozmiary, ale takie rozwiązanie może mieć swoich fanów, jak i przeciwników. Po której stronie się opowiesz, to już zależy od Ciebie, w moim przypadku zaskakująco szybko się do niej przyzwyczaiłem. Otóż w pracy, a tym samym także we wszystkich innych formach aktywności przed PC, preferuje większe konstrukcje, pełnoprawne modele full-size. Nie miałem jednak kłopotu, aby dać się „oszukać” ENDORFY w tym przypadku. Mniejsze klawiatury nie przypadają mi do gustu, za to w tym przypadku udało się połączyć wysoką funkcjonalność z mniejszym rozmiarem, co sprawiło, że Celeris 1800 sprawdzał się u mnie niezależnie od zastosowania.

Celeris 1800 to model z zabudowanym układem przełączników, co oznacza, że nie wystają one ponad obrys korpusu. Ma to znaczenie w przypadku akustyki urządzenia, jak i jego ostatecznej prezencji. W tym pierwszym przypadku przekłada się to na mniejszy hałas każdego kliku. Poprawia to również aspekt wizualny, gdyż przełączniki poza obrysem są zazwyczaj mocno wyeksponowane, co wielu kojarzy się z tanimi klawiaturami.

Recenzowana klawiatura wykonana została w odcieniach koloru szarego (co stanowi nowość w przypadku tej marki), z dwoma wstawkami w postaci klawiszy Enter oraz Esc, które mają żółte keycapy. Jeżeli zaburza to Twoje feng shui, z powodzeniem możesz je wymienić na szare nakładki. Choć większość keycapów jest szara, podoba mi się zabieg zastosowania dwóch różnych odcieni tej barwy, co pozwala odróżnić przyciski z literami lub cyframi od klawiszy modyfikatorów. Oprócz tego, nie zabrakło też miejsca dla trzech diod sygnalizacyjnych (Num Lock, Caps Lock i dioda zablokowanego przycisku Windows).

Przełącznik głośności i suwaki w ENDORFY Celeris 1800
SideTune to powiew świeżości – dzięki niemu możliwa była rezygnacja z potencjometru i zaoszczędzenie miejsca. Natomiast kwestia suwaków zmiany systemu i rodzaju łączności to osobna sprawa – ich wykonanie nie jest najlepsze

Wiele powiedzieć można o bokach urządzenia, gdyż znajdziemy tu wiele dodatków. Przyznam, że po pierwszym wyjęciu urządzenia trochę zawiodłem się z braku rolki głośności. Ten dodatek jest już niejako dla mnie standardem, i to taki, którego obecność bardzo sobie cenię. Po chwili odkryłem jednak, że ENDORFY zdecydowało się na jej implementację, ale w formie znanej choćby ze smartfonów. Mamy tu wręcz klasyczny przełącznik plus i minus, który reguluje natężenie audio oraz przycisk całkowitego wyciszenia. Sekcję tą zaimplementowano z lewej strony krawędzi klawiatury i ten zabieg z pewnością pozwolił na oszczędność miejsca – wszak klasyczna gałka wymagałaby implementacji na froncie i byłaby znacznie większym rozwiązaniem. Choć pozostaję fanem gałki, nie można ENDORFY zarzucić, że zapomniało o tym jakże przydatnym dodatku.

Przechodząc na drugi bok recenzowanej klawiatury, naszym oczom ukażą się dwa suwaki. I tutaj moim zdaniem jest miejsce do narzekań, ale wpierw o ich funkcjach. Pierwszy pozwala przełączać się między systemami Windows lub Mac, natomiast drugi odpowiada za rodzaj komunikacji: łączność przewodowa, Bluetooth lub 2,4 GHz. Element ten jest jednak najsłabszą częścią tej klawiatury – same suwaki są osadzone jakby niestarannie. Ich spasowanie jest znikome, co przekłada się na dźwięk podczas najmniejszego dotyku i każe sądzić, że ich częste używanie może mocno skrócić żywotność tego elementu.

Przechodząc do spodu, mamy tu zdecydowanie więcej niż w przypadku innych modeli klawiatur – nie zabrakło nawet miejsca na żartobliwy slogan, który opisuje miejsce na keycap pullera. Zaczynając od gniazda USB klawiatury, jest ono odpowiednio schowane, a sam przewód zabezpieczono tak, aby korpus klawiatury go nie uciskał. Celeris 1800 ma na stanie podpórki, z czego każda regulowana dwustopniowo, co już jest niejako standardem u polskiego producenta. Do tego pięć wyprofilowanych gumowych stabilizatorów oraz specjalna wnęka. Tam właśnie tkwi nanoodbiornik, który przytrzymywany jest magnesem oraz keycap puller. Jest on wykonany z plastiku i stanowi drugie tego rodzaju narzędzie w zestawie, choć może ma to związek z mobilnością i łatwym przechowaniem pod ręką tego narzędzia.

Dwustopniowa podpórka
Dwustopniowe podpórki to fajny dodatek

Podsumowując, ENDORFY w przypadku nowego modelu zerwało z utartymi schematami co do designu i wykorzystania barw. Zastosowano tu kombinacje szarości, która, choć wyróżnia się na tle oferty producenta, nie stanowi przejawu ekstrawagancji. Ogólne wykonanie urządzenia jest jednak solidne, a sama prezencja nie wywołuje żadnych złych doznań. Faktem jest jednak to, że pod naciskiem klawiatura potrafi wydawać z siebie odgłos uginających się plastików, gdyż mamy tu do czynienia z zatrzaskami na obudowie. Sam plastik korpusu jest jednak sztywny i odpowiednio wytrzymały. Problematyczne mogą być natomiast suwaki z prawej strony, a przełącznik głośności nie jest rolką (choć tutaj to wszystko kwestia osobistych preferencji).

Przełączniki w ENDORFY Celeris 1800

Switche zasługują na osobny paragraf, gdyż w przypadku tej konstrukcji mamy do czynienia z żółtymi przełącznikami od… ENDORFY? Prawie. Tak naprawdę są to przełączniki Gateron Yellow, które przeprojektowano według oczekiwań ENDORFY. Są to nadal liniowe przełączniki, które do aktywacji wymagają 49 gramów siły nacisku oraz cechują się dystansem przemieszczenia wynoszącym 3,6 mm. Są one również fabrycznie smarowane, co dotyczy także stabilizatorów.

Przełączniki ENDORFY
Nowe przełączniki to spory sukces – liczę na więcej konstrukcji z autorskimi switchami ENDORFY

Półautorskie przełączniki ENDORFY cechuje też pełne wsparcie hot-swapu, co sprawia, że możesz je dowolnie wymienić na dowolne switche z 3- lub 5-pinami. Jak wypadają w samym użytkowaniu? Z autorskimi konstrukcjami bywa różnie, ale ENDORFY absolutnie nie można nic zarzucić. Płynność ich działania jest nie do przeoczenia, każdy klik jest odpowiednio gładki i przyjemny, a generowany dźwięk jest stłumiony, ale przy tym głęboki i bardzo przyjemny dla ucha (choć to także zasługa konstrukcji). Nowe przełączniki ENDORFY to spory sukces – mam nadzieję, że twórcy będą je dalej rozwijać i stosować w kolejnych klawiaturach.

Bateria i czas pracy

Wspominałem już o dwóch formach komunikacji urządzenia, zapomnieć nie można również o podświetleniu ARGB – jak zatem wypada praca na baterii? Co do samej pojemności, to producent nie chwali się tą informacją, choć w sieci można wyczytać o pojemności 4000 mAh. Na jak długie korzystanie bez kabla to pozwala?

W materiałach promocyjnych mowa jest aż o 120 godzinach pracy, ale pamiętajmy, że wyniki takie osiągane są w określonym środowisku (bez podświetlenia, korzystając tylko z BT i próbkowaniem poniżej 1000 Hz). I choć są możliwe, nie czarujmy się: to nie jest sposób, w jaki większość użytkowników korzysta z gamingowej klawiatury. Jakie są więc realne wyniki w przypadku radiowego połączenia z pełną paletą barw oraz maksymalnym próbkowaniem?

Poziom naładowania baterii
Kombinacja dwóch klawiaszy pozwala w łatwy i szybki sposób podejrzeć stan naładowania baterii – tak wygląda w pełni naładowane urządzenie

W moim przypadku wynik był nieco wyższy niż dobra pracy i wyniósł około 28 godzin. W przypadku maksymalnej jasności podświetlenia oraz statycznego trybu, z pewnością urządzenie wyczerpie zasilanie jeszcze szybciej. W stosunku do reklamowanych 120 godzin to spora różnica, ale wyniki są rozsądne i zadowalające. Warto nadmienić, że sama klawiatura informuje nas o rozładowanej baterii (mrugający na czerwono klawisz Esc), a stan naładowania można sprawdzić z jej poziomu kombinacją klawiszy.

I ostatnia kwestia: czas ładowania. Urządzenie potrzebowało lekko ponad 4 godziny, aby naładować się z poziomu kilku procent do pełnej pojemności baterii.

Kilka słów o RGB

Sprzęt gamingowy nie może się obejść bez podświetlenia – nie inaczej jest w przypadku recenzowanej klawiatury. Sprzęt ENDORFY oferuje wiele trybów podświetleń, ale żaden z nich nie wywołał u mnie opadu szczeki. O tym dodatku można powiedzieć, że jest – niemniej należy również zaznaczyć, że zdecydowanie nie zadowoli on entuzjastów iluminacji.

O co chodzi? Otóż model ten nie oferuje mocnego podświetlenia, które odpowiednio rozświetlałoby klawisze. W zasadzie jest ono mocno przytłumione, nawet na najwyższym poziomie blasku. Co prawda, może to być uznane przez wielu użytkowników za zaletę, ale odpowiednie podświetlenie klawiszy bywa dla wielu naprawdę pomocne.

Spory udział ma w tym również czcionka ENDORFY. Odnoszę wrażenie, że zastosowany font jest co najmniej niefortunny. Nie w każdym przypadku, rzecz jasna, ale wybrane litery i cyfry potrafią mieć dziwne przerwy, które na dodatek nie przepuszczają blasku. Zdaję sobie sprawę, że to z uwagi na „gamingowy styl”, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że „End” to „Enu” a litera B ma dwa otwory na górze i dole. Klasyczna czcionka zdecydowanie lepiej przysłużyłaby się funkcjonalności i samemu podświetleniu.

Dedykowana aplikacja

Producenci klawiatur zdążyli nas przyzwyczaić do wsparcia software’owego, więc nie będzie zaskoczeniem, że recenzowany sprzęt nie wyłamuje się z tego trendu. Dedykowana apka to lekkich rozmiarów oprogramowanie, które nie przysporzy problemów w obsłudze nawet najbardziej niedoświadczonej osobie. Choć, co warte odnotowania, nie oferuje wsparcia językiem polskim.

Ogólna obsługa jest jednak prosta, a sama apka umożliwia dowolne zabawy podświetleniem (intensywność, rodzaj, szybkość zmiany cyklu), zmianę zakresu próbkowania, tworzenie makr, dowolną edycję klawiszy (i to wszystkich), lub nawet blokadę przycisku Windows. Layout jest raczej toporny, ale aplikacja spełnia swoje zadanie w 100% i nie obciąża systemu swoją obecnością.

Aplikacja dołączona do klawiatury
Software jest łatwy w obsłudze i nie obciąża swoją pracą komputera

Co nie do końca zagrało w Celeris 1800?

Choć uważam, że ENDORFY absolutnie nie ma się czego wstydzić w przypadku tej klawiatury, tak nie jest to urządzenie pozbawione słabych stron. O nie do końca przemyślanie dobranej czcionce już mówiłem, podobnie jak o podświetleniu, które nie zadowoli fanów intensywnych doznań. Co więcej, mamy tu do czynienia z montażem zatrzaskowym, zatem ściskanie urządzenia może wywoływać charakterystyczny hałas plastików.

Uważam też, że koniecznie należy wspomnieć o kwestii braku rejestracji klawiszy. Korzystając z łączności radiowej zauważyłem, że model ten miewa problem z odnotowaniem pierwszego kliknięcia, po wybudzeniu z uśpienia. Celeris 1800 po kilkunastu sekundach bezczynności przygasza się, co oznacza, że przechodzi w tryb oszczędzania baterii. Po wznowionej pracy nader często przytrafiała się sytuacja, gdy pierwsze naciśnięcie nie było rejestrowane. Na szczęście miało to miejsce rzadko, ale to irytująca przypadłość.

Przewód zasilający i diody stanu
Wnęka na kabel pozwala zabezpieczyć oplot. Po prawej stronie widoczne są trzy diody stanu, które mimo małych rozmiarów urządzenia, udało się na nim zmieścić

Podsumowanie – zdecydowanie warta polecenia

Koniec końców nie mogę jednak postąpić inaczej, jak polecić ten sprzęt każdemu, kto poszukuje pełnowymiarowej klawiatury w kompaktowej formie. Co jednak ważniejsze: zalet jest tu zdecydowanie więcej i w zupełności przykrywają one pomniejsze potknięcia.

Doskonałej jakości przełączniki, solidny design, wykonanie klasy premium, trzy metody łączności, wytrzymała bateria, przycisk regulacji głośności, specjalna konstrukcja tłumiąca generowane hałasy, przyjemny dźwięk klawiszy, hot-swap i mnogość dodatków (który producent da Ci dwa razy to samo narzędzie?) – obok takich zalet nie można przejść obojętnie.

A na koniec cena: 419 złotych. Jeżeli porównamy ze sobą współczynnik ceny do jakości, jest ona jak najbardziej usprawiedliwiona. Celeris 1800 to doskonały debiut wśród klawiatur ENDORFY – to, co moim zdaniem wymagałoby poprawy, to nic, co przekreślałoby sens jej zakupu. Polecam!

Plusy

  • Świetne wykonanie
  • Przełączniki!
  • Aż trzy tryby pracy
  • Masa dodatkow
  • Kompaktowa forma, przy zachowaniu zalet klawiatury pełnowymiarowej
  • Progres względem poprzednich klawiatur ENDORFY
  • Hot-swap

Minusy

  • Klawiatura czasem gubi rejestrację pierwszego kliku po wybudzeniu
  • Podświetlenie nie powala swoim blaskiem
  • słabe wykonanie suwaków zmiany rodzaju łączności i systemu

Sprawdź inne nasze recenzje:

5
0
0

Podziel się:

Awatar Błażej Charzyński
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *