Gears of War: Reloaded – recenzja gry. Czy pierwsze „pudziany” dalej dają radę? 

Awatar Jakub Hertel
gears of war: reloaded recenzja gry

Gears of War: Reloaded to kolejna próba odświeżenia pierwszej odsłony kultowej już serii, która teraz dostępna jest też na konsolach PlayStation. Prawie 20 lat po premierze! Czy tytuł ten zestarzał się godnie? Sprawdźmy!

Piekło zamarzło, Gearsy na Plejce! Seria, która pierwotnie była dostępna wyłącznie na Xboxie 360, w końcu trafiła też na platformę niebieskich. To już drugi „remaster” pierwszej odsłony, z jeszcze bardziej dopieszczonymi wizualiami i usprawnieniami godnymi obecnej generacji. Czy to jednak wystarczy? Nie jest zbyt archaicznie? 

Gears of War: Reloaded to tylko i aż „jedynka”

Sama rozgrywka to wciąż dobrze znane Gears of War. Wszystkie sztuczki, błędy czy charakterystyczne ruchy pozostały takie, jak pamiętają fani. Największą różnicą jest odświeżona oprawa wizualna, która momentami potrafi zachwycić. Grę testowałem na PS5 i tytuł działał płynnie i bez problemów technicznych. 

Nie będę się rozwodził nad fabułą gry. Wydaje mi się, że przez prawie dwie dekady raczej większość mniej więcej wie o czym ta seria jest. Skupię się natomiast na tym jak wszystko wypada właśnie ze strony technikaliów.

Kampania Gears of War wciąż prezentuje się solidnie, choć nie da się ukryć, że długie sekwencje dialogów podczas marszu potrafią nużyć. Za każdym razem, gdy Marcus Fenix i Dominic Santiago przykładali palce do słuchawek, wracały wspomnienia dawnych frustracji związanych z pierwszymi częściami serii. 

Pierwsze dwie części serii oferowały też współpracę w duecie – na podzielonym ekranie lub online i ten element powraca także tutaj. Grę ukończyłem teraz dwukrotnie – solo oraz z moją partnerką właśnie w split-screenie. Także już na tym etapie można śmiało założyć, że owszem – pierwsze Gearsy to dalej kawał przyjemnej i naprawdę grywalnej gry. 

Czuję moc! 

screenshot z gears of war: reloaded
Powrót na stare śmieci! Jedynka dalej daje radę

Podstawowa rozgrywka w Gears of War: Reloaded pozostaje identyczna na wszystkich platformach, ale wersja na PlayStation ma dodatkowy atut dzięki funkcjom DualSense. Adaptacyjne triggery i dźwięk wydobywający się z głośniczka pada potrafią zaskoczyć – szczególnie wtedy, gdy komunikaty radiowe czy efekt idealnego aktywnego przeładowania odzywają się bezpośrednio z kontrolera. To niewielki detal, który pozytywnie wpływa na immersję.

Nie wszystko jednak wypada idealnie. W niektórych momentach adaptacyjne triggery bywają bardziej irytujące niż efektowne. Przykładem jest obsługa karabinu maszynowego Troika, gdzie naciskanie spustu wymaga maksymalnej siły, czy sekwencje z pojazdami, które stają się męczące przy dłuższej grze. Sam w drugim akcie zdecydowałem się wyłączyć tę funkcję podczas przedłużającej się sekcji z jazdą.

Innym elementem, który od zawsze budzi emocje, jest charakterystyczne trzęsienie ekranu przy tzw. roadie run. W późniejszych odsłonach serii efekt został osłabiony, jednak w Reloaded pozostaje domyślnie wyraźny. Z jednej strony podkreśla intensywność akcji i wymusza taktyczne podejście – bieganie bez osłony szybko kończy się śmiercią. Z drugiej, dla niektórych może być to męczące, dlatego dobrze, że twórcy dali możliwość wyłączenia tej opcji. Wybór należy do gracza.

Pomniejsze bugi i dalej tępawe AI

screen z gears of war: reloaded
Gra wygląda jeszcze lepiej, choć nie każdemu pasuje zmiana w tonacji

Podczas kilkudziesięciu godzin spędzonych z wersją na PlayStation 5 natknąłem się na kilka drobnych błędów. Zdarzało się, że punkt kontrolny przenosił mnie kawałek dalej i w innym kierunku, dialog nagle urywał się w połowie kwestii, a przeciwnicy potrafili utknąć pomiędzy osłonami. Na szczęście takie sytuacje pojawiały się rzadko i nie wpływały znacząco na rozgrywkę – to raczej problemy, które bez większego trudu można poprawić łatką. Z „poważniejszych”, to raz zbugował mi się HUD tak, że nie mogłem niczego zrobić – tutaj już musiał pójść restart gry.

Znacznie bardziej frustrujący okazał się jednak poziom sztucznej inteligencji towarzyszy na wyższych poziomach trudności. W porównaniu do Ultimate Edition to zauważalny krok wstecz – w Gears of War: Reloaded drużyna nieustannie woła o pomoc, wymagając podnoszenia. Wcześniej zdarzało się to sporadycznie, ale przynajmniej można było liczyć na ich realne wsparcie. O ile na łatwym, czy normalnym jeszcze jest to wytłumaczalne, tak na pozostałych oczekiwałem, że AI będzie sobie radziło lepiej. Zamiast tego zdarzało się, że Dom stawał w bezruchu dosłownie wystawiając się Berserce, a niekiedy cała ekipa potrafiła gdzieś się zgubić.  

Multiplayer bez większych zmian

współpraca w gears of war: reloaded
Zabawa w split-screenie to czysty fun!

Tryb wieloosobowy w Gears of War: Reloaded nie przeszedł większych zmian względem Ultimate Edition, jeśli chodzi o zawartość. Najważniejsza różnica to przejście na dedykowane serwery 60Hz, podczas gdy wcześniejsze odsłony działały jedynie w 30Hz. Mapy doczekały się odświeżenia – poprawiono oświetlenie, efekty wizualne, a na konsolach pojawiła się możliwość gry w 120 klatkach na sekundę (na PC limit podniesiono nawet do 240 fps!). 

Jeśli chodzi o balans, należy spodziewać się dalszych poprawek. Najpewniej wraz z opiniami społeczności wprowadzone zostaną kolejne korekty. Jeśli graliście po sieci w ostatnie odsłony, to zapewne zaskoczy was kilka „archaizmów” względem nowszych części. Nie są to jednak elementy, przez które można całkowicie się odbić od jedynki – multiplayer tu jednak dalej jest świetną zabawą i w ciągu tygodnia potrafię odpalić sobie kilka meczy dla relaksu. 

Piękno w brzydocie

screen z gears of war: reloaded
Juchy tu nie brakuje, zdecydowanie

Pod względem wizualnym początek kampanii to monotonne, wypalone odcienie brązu i żółci. Osobiście bardziej odpowiada mi obecna stylistyka, choć wielu internautów uważa, że została „wypruta z klimatu”.  Unreal Engine 5 robi tu ogromną różnicę – system oświetlenia wynosi wiele scen na zupełnie nowy poziom. Szczególnie efektownie prezentują się misje, w których trzeba unikać śmiertelnych Krylli grasujących w ciemności, czy też krótki fragment z jazdą pojazdem – te momenty potrafią wyglądać naprawdę imponująco.

Jeśli chodzi o głosy postaci, wciąż jest to mieszanka udanych i słabszych kreacji. Marcus, Dom, Cole Train, Baird czy Anya Stroud są bezsprzecznie ikoniczni, ale wielu pobocznych bohaterów – zarówno inni żołnierze COG, jak i miejscowi rozbitkowie zwani Stranded – dziś wypada już dość topornie. Dla nowych graczy część dialogów może brzmieć, mówiąc współczesnym językiem, nieco krindżowo. Ścieżka dźwiękowa też nie zachwyca. Łatwo zapomnieć, że monumentalne, pełne rozmachu motywy muzyczne pojawiły się dopiero w Gears of War 2.

Czy warto zagrać w Gears of War: Reloaded?

Jeśli Gears of War: Reloaded jest twoim pierwszym spotkaniem z serią, najlepiej przejść kampanię w duecie. Gry z tego cyklu od zawsze projektowane były z myślą o współpracy, a na wyższych poziomach trudności sztuczna inteligencja sojuszników nie daje sobie rady. Na szczęście Reloaded zachowuje możliwość wspólnej zabawy na podzielonym ekranie – rzadkość w dzisiejszych czasach – a dodatkowo oferuje opcję kooperacji online z funkcją cross-play, dzięki czemu partner może grać na innej platformie.

Niemniej – pomimo prawie 20 lat na karku, to dalej szalenie grywalny tytuł. Tylko ogrywając niedawno piątkę, a teraz po raz kolejny jedynkę mam wrażenie, że seria ugrzęzła w nostalgii i obietnice rozbudowanego uniwersum coraz bardziej brzmią pusto. Cóż. Czekam na Gears of War: E-Day.

Za kod do gry na PS5 dziękujemy Xbox Polska!

Plusy

  • Świetnie odświeżona grafika w Unreal Engine 5, szczególnie w nocnych lokacjach
  • Stabilne działanie na wszystkich platformach, wysokie fps (120 na konsolach, 240 na PC)
  • DualSense dodaje ciekawy element imersji (dźwięk z głośniczka, adaptacyjne triggery)
  • Możliwość kooperacji kanapowej oraz online z cross-play i cross-progression
  • Dodatki w postaci komiksów i szkiców koncepcyjnych dla fanów serii
  • Klimatyczna kampania, która mimo wieku wciąż daje satysfakcję z walki

Minusy

  • Sztuczna inteligencja sojuszników na wyższych poziomach trudności zawodzi
  • Niektóre funkcje DualSense bywają męczące przy dłuższej grze
  • Sporadyczne bugi (checkpointy, głosy, przeciwnicy blokujący się w otoczeniu)
  • Multiplayer to tylko kosmetyczne poprawki i balans – brak nowych treści
  • Nostalgiczny charakter wydania zamiast realnego kroku naprzód dla serii
1
0
0

Podziel się:

Awatar Jakub Hertel
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *