Lost Soul Aside to dość ciekawy projekt, bo powstał z inicjatywy jednego dewelopera! Trzymałem kciuki za ten bijący wręcz klimatem mojego kochanego Final Fantasy tytuł, który w końcu ujrzał światło dzienne. Czy spełnił moje oczekiwania?
Produkcję przygotowało chińskie studio Ultizero Games, wspierane przez Sony w ramach programu China Hero Project Już w zapowiedziach obiecywano efektowną oprawę i dynamiczną rozgrywkę. Wcielamy się w Kasera, który wyrusza ocalić duszę swojej siostry Louisy porwanej przez międzywymiarowe istoty Voidrax. Oczekiwania były więc bardzo wysokie – czy gra sprostała obietnicom?
Lost Soul Aside – halo, czy to Final Fantasy?
Historia Lost Soul Aside opiera się na klasycznym motywie osobistej misji – Kaser wyrusza w podróż, aby ocalić duszę swojej siostry Louisy porwanej przez tajemnicze istoty Voidrax. Już samo tło fabularne zapowiadało się intrygująco: świat łączy elementy fantastyczne, technologię i estetykę niemal baśniową, obiecywał więc coś więcej niż prostą historię o ratowaniu bliskiej osoby. Niestety, sposób prowadzenia narracji sprawia, że potencjał ten zostaje w dużej mierze zmarnowany.
Kaser jako główny bohater został przedstawiony dość schematycznie. Jego motywacja, choć początkowo poruszająca, szybko sprowadza się do prostego „muszę uratować siostrę”. Twórcy próbują dodać mu głębi poprzez relację z Areną, smoczym duchem, który towarzyszy mu w podróży i pełni funkcję zarówno fabularną, jak i mechaniczną (może przemieniać się w broń). Niestety, ich dialogi wypadają często na wymuszone, sztuczne, a relacja – mimo obietnicy bycia fundamentem emocjonalnym gry – rzadko rzeczywiście angażuje.

Postacie drugoplanowe, w tym towarzysze spotykani po drodze oraz przeciwnicy z Imperium, zostały zarysowane powierzchownie. Często pełnią funkcję jedynie „przeszkody” dla bohatera, a ich motywacje są tak uproszczone, że trudno traktować je jako pełnoprawne jednostki. Największe nadzieje budziła sama Louisa – siostra Kasera, której los miał być motorem całej opowieści – ale nawet ona pojawia się głównie w retrospekcjach i wizjach, przez co gracz nie ma okazji zbudować z nią realnej więzi. To sprawia, że jej ratunek, będący przecież osią całej narracji, nie wywołuje tak silnych emocji, jak powinien.
Świat, który tak średnio porywa

Świat przedstawiony w Lost Soul Aside został zaprojektowany z dużym rozmachem wizualnym, ale jego lore rozwinięto w bardzo ograniczonym stopniu. Gracz otrzymuje skrawki informacji o starożytnych ruinach, Imperium i międzywymiarowych istotach, jednak rzadko kiedy te elementy łączą się w spójną całość. Zamiast głębokiej mitologii dostajemy raczej pretekstowe tło dla kolejnych lokacji i walk, co tym bardziej podkreśla dysproporcję między bogactwem oprawy wizualnej a płaskością fabuły.
Pod względem tonu narracyjnego gra próbuje balansować między dramatem a epickim rozmachem. Niestety, powaga sytuacji często zderza się z nieporadnymi dialogami i schematycznymi scenami, które wypadają bardziej banalnie niż wzruszająco. Tam, gdzie powinna pojawić się dramaturgia – np. w momentach zwątpienia bohatera, czy odkrywania prawdy o Voidrax – dostajemy przerysowane kwestie, które nie budują emocji. Ostatecznie historia zamiast angażować, staje się jedynie tłem dla widowiskowych starć, a wcześniejsze obietnice wielowątkowej i poruszającej narracji pozostają niespełnione.
Satysfakcjonujący slasher
Rozgrywka w Lost Soul Aside miała być jednym z najmocniejszych elementów gry i faktycznie, to tutaj twórcy prezentują najwięcej pomysłów oraz widowiskowych mechanik. Trzon stanowi dynamiczna walka w stylu hack’n’slash, uzupełniona o system rozwoju postaci, elementy eksploracyjne oraz krótkie sekcje platformowe. Niestety, mimo solidnych fundamentów, nie wszystkie rozwiązania działają tak dobrze, jak mogłyby – a początkowy zachwyt często ustępuje miejsca poczuciu powtarzalności. Jednak nie jest aż tak źle – dawkując sobie grę można naprawdę się przy niej dobrze bawić.

Największą atrakcją jest system walki. Kaser ma do dyspozycji cztery bronie białe – miecz, wielki miecz, halabardę i kosę – które można zmieniać w trakcie starcia. Teoretycznie daje to ogromne możliwości kombinowania, a same animacje przejść między broniami są płynne i efektowne. Każda broń ma własne drzewko umiejętności, co zachęca do eksperymentów. Problem w tym, że na dłuższą metę różnice między nimi sprowadzają się do tempa i zasięgu ataków, a głębszej unikalności zaczyna brakować. Gracz dość szybko wybiera ulubioną broń i pozostaje przy niej, co osłabia potencjał systemu.
Do tego dochodzi mechanika uniku i parowania. Gra mocno akcentuje konieczność odpowiedniego timingu – skuteczny unik spowalnia czas na krótką chwilę, dając okazję do wyprowadzenia kontrataku. To rozwiązanie sprawia, że pojedynki z bossami nabierają napięcia, bo każde potknięcie może kosztować zdrowie. Pasek staminy ogranicza możliwości spamowania ciosami, zmuszając do uważniejszego planowania ruchów. Niestety, balans trudności bywa nierówny – część starć jest emocjonująca, inne sprawiają wrażenie nieuczciwych ze względu na chaotyczne ataki przeciwników i nieczytelne animacje.
Tak, tu też jest drzewko rozwoju
Rozwój postaci oparto na zdobywaniu punktów doświadczenia i inwestowaniu ich w drzewka umiejętności. Gracz może odblokować nowe ataki, pasywne wzmocnienia i specjalne zdolności Areny, smoczego ducha. System ten działa poprawnie, choć nie daje tak dużej satysfakcji, jak można by oczekiwać. Wiele umiejętności to po prostu niewielkie modyfikacje już istniejących ciosów, a prawdziwie efektowne zdolności pojawiają się dopiero po wielu godzinach. Podobnie wypada crafting i ulepszanie ekwipunku – obecne, ale dość powierzchowne. Szczerze? Bardziej widziałbym tu rozwiązanie znane np. z Devil May Cry – po prostu zostawić sam sklep z itemami i tyle.
Eksploracja to kolejny filar rozgrywki. Lokacje są zróżnicowane wizualnie, ale pod względem konstrukcji często liniowe. Gra wprowadza proste elementy platformowe i środowiskowe zagadki – np. przesuwanie bloków, aktywowanie mechanizmów czy używanie mocy Areny do otwierania przejść. Na początku stanowi to ciekawy przerywnik od walk, ale szybko okazuje się powtarzalne i przewidywalne. Brakuje tu głębszego poczucia odkrywania świata – zamiast eksploracji w pełnym tego słowa znaczeniu mamy raczej prowadzenie gracza od areny do areny.
Sprawdź też: Najlepsze gry na PS5 – w co musisz zagrać? [TOP 10]
Walki z bossami zapadają w pamięci!
Najbardziej zapadające w pamięć są oczywiście walki z bossami. Każdy z nich ma własny zestaw animacji i wzorców ataku, a ich projekty wizualne robią wrażenie. Pojedynki często wymagają cierpliwości – obserwacji ruchów przeciwnika, szukania luk w obronie i umiejętnego zarządzania zasobami. To w tych starciach system walki ujawnia pełnię swojego potencjału i daje najwięcej satysfakcji. Szkoda tylko, że walka z „zwykłymi” przeciwnikami rzadko bywa równie interesująca – większość starć wypełnia się spamowaniem tych samych kombinacji, co z czasem prowadzi do monotonii.
Gameplay Lost Soul Aside to mieszanka świetnych pomysłów i niedociągnięć. Walka potrafi być widowiskowa, wymagająca i satysfakcjonująca, ale niektóre mechaniki są zbyt powierzchowne, a eksploracja zbyt ograniczona, by utrzymać świeżość przez całą grę. Oczekiwania wobec „rewolucyjnego systemu” zderzają się z rzeczywistością – solidną, lecz nie aż tak przełomową, jak sugerowały zapowiedzi.
Raz ślicznie, raz PS3 puka do drzwi

To, co od pierwszych zapowiedzi przyciągało uwagę w Lost Soul Aside, to bez wątpienia oprawa graficzna. Już materiały promocyjne pokazywały zjawiskowe pejzaże i dynamiczne animacje, które miały sprawić, że gra będzie jednym z wizualnych pokazów możliwości PlayStation 5. No i rzeczywiście – lokacje zostały zaprojektowane z rozmachem. Widzimy mroźne krainy, monumentalne ruiny i rozświetlone magią świątynie. Modele postaci prezentują się efektownie, a animacje ruchów Kasera i przeciwników w dużej mierze stoją na wysokim poziomie. Dynamiczne oświetlenie, szczegółowe tekstury i efekty cząsteczkowe budują klimat, a widowiskowe ataki specjalne robią ogromne wrażenie podczas starć z bossami.
Niestety, przy bliższym kontakcie czar szybko pryska. O ile scenerie oglądane z daleka imponują, to w detalu widać uproszczenia – niektóre tekstury są rozmazane, a interakcja z otoczeniem mocno ograniczona. Przy niektórych przerywnikach miałem wręcz wrażenie, jakbym obcował z grą wydaną na siódmą generację konsol – szczególnie pod kątem animacji. Normalnie pewnie bym myślał, że bredzę, ale w tym samym czasie ogrywałem też Gears of War, także porównanie mam w miarę świeże.
Gra lubi też przesadzać z efektami cząsteczkowymi: eksplozje, rozbłyski czy smugi światła potrafią chwilami kompletnie zasłonić pole widzenia, utrudniając walkę. To, co miało budować immersję, nierzadko kończy się irytacją.
Ścieżka dźwiękowa bez zarzutu

Ścieżka dźwiękowa w Lost Soul Aside utrzymuje wysoki poziom dynamiczne kompozycje towarzyszące bitwom napędzają tempo, a spokojniejsze melodie dobrze budują atmosferę eksploracji. Jednak ponownie: to solidne rzemiosło, a nie coś, co zostanie zapamiętane na dłużej. Najsłabszym elementem oprawy audio jest dubbing. Dialogi w angielskiej wersji językowej brzmią nienaturalnie i sztucznie, co dodatkowo osłabia i tak już przeciętnie napisaną fabułę. Z kolei kwestie Areny – istotnego towarzysza Kasera – wypadają często bardziej komicznie niż poważnie, przez co trudno traktować ich relację poważnie. Na dodatek teksty bohaterów w trakcie walk zaczynają się bardzo, ale to bardzo szybko potwarzać.
DualSense i system dźwięku 3D to mocne strony wersji na PS5. Haptyka i adaptacyjne spusty dają dodatkową warstwę wrażeń, szczególnie podczas korzystania z różnych broni. Szkoda jednak, że nie jest to wykorzystane konsekwentnie – w wielu momentach gra zdaje się zapominać o tych funkcjach, przez co ich obecność bywa fragmentaryczna.
Lost Soul Aside potrafi zachwycić grafiką i klimatem, ale gdy przyjrzymy się bliżej, widać sporo niedoróbek. To przykład tytułu, który w materiałach promocyjnych wyglądał jak arcydzieło wizualne, a w rzeczywistości „tylko” solidnie wykorzystuje moc PS5, nie wychodząc poza standardy współczesnych produkcji.
Jak Lost Soul Aside wypada od strony technicznej?

Od strony technicznej Lost Soul Aside prezentuje się nierówno. W trybie wydajności gra zazwyczaj utrzymuje 60 klatek na sekundę, co przy tak dynamicznym systemie walki jest absolutnym minimum. Jednak w bardziej intensywnych starciach zdarzają się krótkie spadki płynności, które wybijały mnie z rytmu i potrafiły zniweczyć perfekcyjnie przygotowaną sekwencję ataków. W trybie jakościowym, celującym w wyższą rozdzielczość i bogatsze efekty graficzne, płynność spada do 30 fps, co sprawia, że walka traci część dynamiki.
Cutscenki to osobny problem – wiele z nich działa w niższej liczbie klatek niż sama rozgrywka, co powoduje nienaturalne przeskoki między płynną akcją a zacinającym się przerywnikiem filmowym. Twórcy tłumaczyli, że to kompromis związany z jakością renderingu, ale wrażenie pozostaje takie, jakby gra była niedokończona.
Na plus trzeba zapisać bardzo krótkie czasy ładowania – zasługa ultraszybkiego SSD w PS5. Po śmierci bohatera czy szybkim podróżowaniu praktycznie nie czekamy, co znacząco poprawia komfort rozgrywki. Niestety, pozytywne wrażenie psują drobne błędy – przeciwnicy potrafią zaklinować się w teksturach, a kamera w ciasnych lokacjach bywa nie do opanowania. To nie są błędy, które uniemożliwiają zabawę, ale występują na tyle często, że trudno je zignorować.
Warto też wspomnieć o optymalizacji – mimo że gra była tworzona z myślą o PS5, momentami ma się wrażenie, że silnik ledwo radzi sobie z utrzymaniem stabilności. Szczególnie w lokacjach pełnych efektów świetlnych i przeciwników zdarzają się chwilowe chrupnięcia. Przy tytule rozwijanym tyle lat oczekiwałem większego dopracowania.
Czy warto zagrać w Lost Soul Aside?
Lost Soul Aside to gra, która przez lata zapowiedzi rozbudziła ogromne oczekiwania. W materiałach promocyjnych jawiła się jako produkcja łącząca widowiskową akcję, poruszającą historię i nowoczesną oprawę, która miała stanowić pokaz możliwości PlayStation 5. Niestety, finalny efekt jest mniej spektakularny niż zapowiadano.
Największą siłą gry pozostaje system walki – szybki, efektowny i dający satysfakcję, szczególnie w starciach z bossami. Oprawa audiowizualna również potrafi zachwycić, a wykorzystanie funkcji DualSense i krótkie czasy ładowania pokazują potencjał konsoli. Jednak pod powierzchnią kryje się sporo problemów. Fabuła jest przewidywalna, narracja pozbawiona emocji, a postacie – w tym siostra głównego bohatera, której ratunek miał być osią historii – pozostają zbyt płaskie, by naprawdę angażować. Do tego dochodzą drobne problemy techniczne, nierówny dubbing i powtarzalna eksploracja.
To gra, która sprawdzi się u osób nastawionych na czystą akcję, efektowne walki i widowiskową grafikę. Jeśli jednak liczycie na głęboką opowieść czy rewolucję gatunku, możecie poczuć rozczarowanie. Lost Soul Aside nie jest produktem złym – ale tak jak sugeruje sam jej tytuł – po prostu brakuje jej duszy.
Recenzja:
6,5
/
10
Plusy
Minusy
Za kod do recenzji na PS5 dziękujemy PlayStation Polska!






