Avowed trafił na PS5! Sprawdzamy, jak barwne RPG od Obsidian radzi sobie na konsoli Sony (test na PS5 Pro). Choć ulepszeń dla tej wersji brakuje, to świetny port. Czas docenić tę perełkę, która początkowo miała pod górkę.
Zanim przejdziemy do tego, jak Avowed radzi sobie na sprzęcie Japończyków, musimy cofnąć się w czasie i spojrzeć na skomplikowaną historię tej produkcji. Kiedy studio Obsidian Entertainment (twórcy m.in. kultowego Fallout: New Vegas czy świetnego The Outer Worlds) po raz pierwszy zaprezentowało światu swój nowy projekt, zwiastun sugerował mroczną, brutalną grę RPG z perspektywy pierwszej osoby. Gracze oczekiwali gigantycznego, mrocznego otwartego świata, w którym spędzą setki godzin.
Tymczasem wizja deweloperów z biegiem lat ewoluowała w zupełnie innym kierunku. Zamiast mroku dostaliśmy feerię jaskrawych barw, a zamiast jednego monstrualnego kontynentu – mniejsze, zamknięte strefy. Kiedy gra zadebiutowała pierwotnie na rynku, spotkała się z mocno mieszanym odbiorem. Recenzje branżowe były przyzwoite, ale fora internetowe zapłonęły od rozczarowania tych, którzy spodziewali się produkcji z budżetem rzędu największych hitów AAA. Avowed zostało ukarane za to, czym nie było, zamiast zostać docenione za to, czym w istocie jest.
Dziś, gdy emocje opadły, a gra doczekała się solidnych aktualizacji i wreszcie trafiła na PlayStation 5, możemy spojrzeć na nią z chłodną głową. A prawda jest taka, że to fenomenalne, urokliwe i niezwykle spójne RPG. To tytuł, który szanuje czas gracza i oferuje doświadczenie skondensowane, pozbawione sztucznego wydłużania rozgrywki setkami powtarzalnych znaczników na mapie.
Avowed – Żyjące Ziemie, czyli Eora w nowym wydaniu
Akcja Avowed osadzona jest w uniwersum znanym z serii Pillars of Eternity – krainie Eora. Nie musicie jednak znać poprzednich izometrycznych gier studia, aby odnaleźć się w tutejszych realiach. Wcielamy się w wysłannika potężnego Imperium Aedyr, który przybywa na wyspę zwaną Żyjącymi Ziemiami (Living Lands). Naszym zadaniem jest zbadanie tajemniczej, duchowej plagi (Dreamstalkers), która infekuje zarówno lokalną faunę, jak i mieszkańców. Z pozoru prosta misja zwiadowcza szybko zamienia się w wielowarstwową intrygę polityczną, w którą wplątane są lokalne frakcje, starożytne bóstwa i potężna magia.
Sprawdź też: Premiery gier. W co warto zagrać w tym roku?
Żyjące Ziemie to miejsce absolutnie fascynujące pod względem projektowania poziomów. Jak wspomniałem, Obsidian zrezygnował z jednego, ciągłego otwartego świata na rzecz połączonych ze sobą, rozległych stref. Każdy z tych biomów charakteryzuje się unikalnym klimatem i paletą barw. Przemierzamy tu fluorescencyjne, grzybowe lasy, wulkaniczne pustkowia, mroczne jaskinie i skąpane w słońcu wybrzeża. Decyzja o podzieleniu świata na mniejsze fragmenty okazała się strzałem w dziesiątkę. Lokacje są na tyle duże, by ukryć w nich opcjonalne podziemia, skarby i poboczne zadania, ale jednocześnie na tyle zwarte, że eksploracja nigdy nie nuży. Każdy zakamarek mapy wydaje się przemyślany, a twórcy często nagradzają nas za spostrzegawczość i rozwiązywanie sprytnych zagadek środowiskowych.
Klasyczne RPG i świetnie napisani towarzysze

Pod kolorową oprawą kryje się klasyczny sznyt Obsidianu. Oznacza to rozbudowane drzewka dialogowe, testy umiejętności podczas rozmów (uzależnione od naszych statystyk) oraz wybory moralne, które rzadko bywają czarno-białe. Misje poboczne często oferują kilka ścieżek rozwiązania problemu – możemy kogoś zabić, przekupić, zastraszyć lub użyć naszego dyplomatycznego uroku.
Nie podróżujemy też sami. W trakcie przygody dołączają do nas towarzysze, tacy jak chociażby niebieskoskóry najemnik Kai czy zgłębiająca tajemnice animancji Giatta. Choć nie możemy bezpośrednio sterować ich ekwipunkiem w takim stopniu jak w klasycznych cRPG, mają oni swoje unikalne drzewka umiejętności, a co najważniejsze – własne osobowości. Chętnie wtrącają się do rozmów z NPC-ami, komentują nasze decyzje i zlecają nam osobiste zadania. To sprawia, że świat gry wydaje się żywy i responsywny.
Magia, miecz i muszkiety – walka, która nie pozwala się nudzić
Tym, co ostatecznie kradnie show w Avowed i stanowi najjaśniejszy punkt programu, jest system walki. Pod tym względem gra deklasuje wiele produkcji z wyższym budżetem. Obsidian stworzył niezwykle elastyczny, satysfakcjonujący i dynamiczny model starć, który zachęca do nieustannego żonglowania ekwipunkiem.
Nie jesteśmy tu przywiązani do jednej, sztywnej klasy postaci. Gra pozwala nam wyposażyć się w dwa zestawy broni i płynnie przełączać się między nimi w samym środku potyczki. Możemy w jednej dłoni dzierżyć ciężki, jednoręczny topór, a w drugiej magiczną różdżkę. Możemy chwycić za dwuręczny miecz, by po chwili odskoczyć i zasypać wrogów gradem kul z pary pistoletów skałkowych. Arsenał jest bogaty, a każdy rodzaj oręża ma swój wyczuwalny ciężar.

Jednak to system magii zasługuje na najwyższe owacje. Rzucanie zaklęć w Avowed wygląda i działa obłędnie. Nasza postać wykonuje skomplikowane gesty dłońmi, a efekty wizualne czarów robią ogromne wrażenie. Magia jest tutaj naprawdę potężna. Zamiast mozolnego rzucania słabych iskierek, od samego początku czujemy, że władamy żywiołami. Co więcej, system promuje synergie i kombosy. Możemy rzucić zaklęcie grawitacyjne, które przyciągnie wrogów w jedno miejsce, następnie zamrozić ich stożkiem lodu, a na koniec roztrzaskać ich bryły potężnym uderzeniem tarczy. Albo porazić prądem przeciwników stojących w wodzie. Opcji jest mnóstwo, a odkrywanie nowych połączeń daje gigantyczną frajdę.
Skoro recenzujemy wersję na PlayStation 5, nie można nie wspomnieć o implementacji funkcji kontrolera DualSense. Twórcy odrobili zadanie domowe. Wibracje haptyczne są bardzo precyzyjne – subtelnie mrowią w dłoniach, gdy ładujemy potężne zaklęcie, i uderzają z odpowiednią siłą, gdy parujemy cios wroga zablokowaną tarczą. Adaptacyjne spusty stawiają przyjemny, zróżnicowany opór w zależności od tego, czy naciągamy cięciwę łuku, czy strzelamy z broni palnej. To funkcje, które znacznie podnoszą immersję i sprawiają, że walka nabiera dodatkowego, namacalnego wymiaru, którego brakowało na innych platformach.
Avowed na PS5 Pro – solidny port rzemieślniczy bez graficznej rewolucji
Przejdźmy do kluczowej kwestii technologicznej. Grę ogrywałem na konsoli PlayStation 5 Pro. Pod kątem optymalizacji ekipa z Obsidian (oraz studia odpowiedzialne za port) spisała się na medal, choć z jednym istotnym zastrzeżeniem.
Jeśli spodziewacie się, że Avowed na PS5 Pro zaoferuje Wam opad szczęki i zaprezentuje funkcje dedykowane wyłącznie najpotężniejszej konsoli Sony, możecie poczuć lekki zawód. Analizy techniczne (w tym m.in. te od ekspertów z Digital Foundry) potwierdzają to, co widać gołym okiem – ulepszeń stricte pod model „Pro” jest tu jak na lekarstwo. Gra nie wykorzystuje w pełni potencjału technologii skalowania PSSR do drastycznego podbicia ostrości obrazu, nie uświadczymy tu również rewolucyjnego, sprzętowego Ray Tracingu, który zmieniałby całkowicie oświetlenie sceny.

Co zatem dostajemy? Przede wszystkim – absolutną, żelazną stabilność. Brak wodotrysków graficznych wynagradza nam fenomenalna płynność. W trybie wydajności gra działa w sztywnych 60 klatkach na sekundę. W tytule, w którym walka jest tak dynamiczna, a na ekranie często wybuchają feerie magicznych cząsteczek, utrzymanie takiego klatkażu to podstawa komfortowej zabawy. Nawet podczas najbardziej chaotycznych starć z bossami, gdzie ekran tonie w efektach żywiołów, PS5 Pro nie łapie zadyszki.
Sama oprawa wizualna, napędzana silnikiem Unreal Engine 5, może się podobać. Choć brakuje jej fotorealizmu najdroższych gier AAA, nadrabia fantastycznym, artystycznym stylem. Tekstury są ostre, a kolory nasycone. Czas ładowania pomiędzy hubami jest błyskawiczny, co pozwala całkowicie zatracić się w eksploracji.
Nie obyło się jednak bez drobnych potknięć. Sporadycznie, podczas szybkiego poruszania się po bardziej otwartych terenach, można zauważyć doczytywanie się cieni lub obiektów w oddali (tzw. pop-in). Zdarzają się też drobne glitche – a to pokonany przeciwnik utknie w teksturze ściany, a to oświetlenie w jaskini przez ułamek sekundy źle się przeliczy. Są to jednak błędy o marginalnym znaczeniu, które w żaden sposób nie psują ogólnego, bardzo pozytywnego odbioru całości.
Czy warto zagrać w Avowed?
Avowed to doskonały przykład na to, że warto czasem obniżyć oczekiwania dotyczące rozmachu gry, by w zamian otrzymać produkt dopracowany, przemyślany i szalenie wciągający. Premiera na PlayStation 5 to idealny moment, by dać tej grze szansę. Jeśli zapomnimy o nieszczęsnych porównaniach do Skyrima, odkryjemy jedno z najprzyjemniejszych i najbardziej satysfakcjonujących RPG-ów akcji ostatnich lat.
Historia nie nuży, eksploracja cały czas bawi, a system walki – będący absolutnym mistrzostwem – zachęca do przechodzenia gry po raz kolejny, by wypróbować inny build postaci. Port na konsole Sony został przygotowany wzorowo, a dodanie obsługi DualSense to miły bonus. Nawet jeśli brak tu spektakularnych funkcji wyciskających siódme poty z PS5 Pro, płynność na poziomie 60 klatek i ostry jak brzytwa obraz w zupełności wystarczają. To świetna, pełna barw i magii przygoda, obok której fani gatunku nie powinni przejść obojętnie.
Za klucz do gry na PS5 dziękujemy Xbox Polska!
Recenzja:
8
/
10
Plusy
Minusy











