Czy Digimon Story: Time Stranger to powrót, na który czekali fani – z setkami potworów i nowymi mechanikami?
Po udanym (choć niepozbawionym wad) Cyber Sleuth z 2016 r. fani długo wyczekiwali kontynuacji jRPG z Digimonami. Nowa odsłona serii prezentowana na zwiastunach i pokazach obiecywała „podróż między epokami” – zarówno jeśli chodzi o klasyczne elementy rozgrywki, jak i kompletnie nowy setting. Niedawno opisywałem moje wrażenia po pierwszych kilku godzinach z gry. Teraz jestem już po całości – czy podtrzymuję swoją opinię?
Digimon Story: Time Stranger, czyli Pokemony na wypasie!
W Digimon Story: Time Stranger wcielamy się w agenta organizacji ADAMAS, który (podążając tropami anomalii czasoprzestrzennych) trafia i do współczesnego Tokio, i do fantastycznego Cyfrowego Świata. Możemy wybrać płeć bohatera (druga staje się naszym operatorem) i poziom trudności, co od razu podkreśla przyjaźniejsze podejście do gracza. Już od pierwszych chwil demo widać, że w porównaniu do poprzedniczek gra przeszła wyraźny lifting – m.in. otrzymujemy pełny, angielski dubbing i aż ponad 450 Digimonów w łowach. Jako wieloletni fan odetchnąłem z ulgą, widząc szalony potencjał Time Stranger, choć zachowałem też czujność przed typowym jRPG-owym grindowaniem i nowymi mechanikami.
To, co zawsze przede wszystkim wyróżniało dla mnie Digimony na tle Pokemonów (przygotuj się na częste porównania do tej serii), to nacisk na opowiadaną historię. Ta w przypadku kieszonkowych stworków rozwinęła się tak naprawdę dopiero po odejściu Asha, gdzie „konkurent” od samego początku potrafił zaintrygować widza. To samo tyczy się Digimon Story: Time Stranger. Już od pierwszych minut czułem się wrzucony w świat pełen intryg i anomalii – tajemnicze zniknięcia Digimonów, protesty w Tokio, sekrety organizacji ADAMAS. Historia rozwija się w spokojnym, ale wciągającym tempie, łącząc klasyczny motyw „dwóch światów” z elementami podróży w czasie i mitologii cyfrowej.
Dialogi mają lekki, anime’owy urok i nie brakuje im humoru, choć w kluczowych momentach potrafią też uderzyć powagą. Dzięki pełnemu dubbingowi postacie są bardziej wyraziste, a relacje z Digimonami – bardziej osobiste. To opowieść, która może nie zaskakuje fabularną rewolucją, ale buduje klimat przygody i poczucie więzi, za które fani serii pokochali Digimony.
Śliczny, cyfrowy świat

Cyfrowy Świat w Digimon Story: Time Stranger wygląda świetnie. Autorzy zadbali o szczegółowe tło – w Central Town, bazowym mieście gry, Digimony prowadzą swój codzienny żywot jak w prawdziwej wiosce: kowal Zudomon kuje młotem żelazo, a rozświetlony pub tętni życiem mieszkańców. Przyjemnie było dostrzec małe hołdy dla anime – np. na placu czuwał Andromon rozmawiający z Arukenmonem Jako bonus fanowskiego klimatu w menu party pojawiają się urocze 2D sprite’y przypominające stare Digivice, co buduje sentymentalną aurę. Nie mogę też przejść obojętnie wobec świetnej optymalizacji gry – całość ogrywałem na wysokich ustawieniach…na Steam Decku. Wszystkie elementy były również bardzo wyraźne, także fani przenośnego grania na pewno będą zadowoleni!
Podróżując po mapie gry, możemy dosłownie jeździć na wybranych Digimonach. Możesz wsiąść sobie na grzbiet Garurumona lub stanąć na ramieniu Monzaemonai. Całość wspierana jest sprawną animacją, ładną, cel-shadingową oprawą 3D. Muzyka i efekty dźwiękowe również trzymają poziom – nie jest to pełna nostalgia 16-bitów, ale Digimon Story: Time Stranger wygląda świeżo i kolorowo. Lokacje wypadają też naprawdę różnorodnie – w jednej chwili jesteśmy w mieście, by następnie znaleźć się w podwodnym świecie – trudno jest tutaj o monotonię i krajobarzy zmieniają się naprawdę często.
Idealnie oddany klimat serii
Jak już wspominałem – nowa odsłona serii zachowuje wątek łączenia świata ludzi z cyfrowym. Twórcy ogólnie pokazują nam wiele znanych elementów serii. Na początku operator udostępnia nam jednego z trzech Digimonów (ja zdecydowałem się na Patamona!), po czym odbywają się wprowadzenia do walk – z założeniem, że szczękający trójkąt atrybutów (Vaccine/Data/Virus) oraz nowością w serii cztery dodatkowe typy (Free, No Data, Variable, Unknown) pozostają ważne.
Wszystko to nadgryzione jest lekkim, japońskim humorem i włóczęgowym klimatem, co buduje atmosferę dawnej przygody w duchu Digimon Adventure. Gra nie boi się ani dramatycznych wydarzeń (walka tytanów nad miastem), ani zabawy (rozmowa z Katastrofikonem lub backup survival w sieci). Mimo nowoczesnych zdobień Digimon Story: Time Stranger uderza w nostalgiczne tony – dialogi przypominają ton Cyber Sleutha, a cyfrowy świat balansuje między futurystyczną technologią a mitologią.
Przejście całości powinno zająć około 40 godzin, czyli zgodne z tym, co było wcześniej zapowiadane – jednak wątek główny to nie koniec przygody i zostają jeszcze np. zadania poboczne. Osobiście bawiłem się rewelacyjnie – tego właśnie oczekiwałem po grze sygnowanej Digimonami.
Agumon, wybieram Cię!

Walki w Digimon Story: Time Stranger wciąż toczą się w turach, ale są one bogate w usprawnienia. Podstawowy schemat jest ten sam, ale dodano wiele dodatkowych atrybutów i żywiołów, więc ataki wymagają więcej kombinowania. Niewielki wstępny tutorial uczy nas podstaw – np. Patamon zyskuje atak Air Shot (zadający obrażenia typu Data + żywiołu Wiatru), co pokazuje, że teraz każdy ruch może mieć dwa komponenty. Liczy się taktyka! Nie tylko możemy zeskanować wroga, ale i automatycznie go wyeliminować, jeśli ma on dużo nizszy poziom. W jaki sposób? Wysyłając naszego stworka za pomocą „pistoletu”.
Interesującą nowinką jest tryb Extra Strike. Przy niektórych atakach pojawia się mini-QTE pozwalające zadać dodatkowy cios (naciskamy odpowiedni przycisk w czasie akcji. A to nie koniec – starcia można przyspieszyć nawet kilkukrotnie, co skraca animacje, a nawet włączyć autopilota (auto-battle) dla monotonnych starć. Wszystko to sprawia, że walki są bardziej dynamiczne niż w dawnych odsłonach.
Co do składu drużyny – Digimon Story: Time Stranger daje ogromne możliwości. Do walki może iść maksymalnie czterech Digimonów jednocześnie (trzech naszych + jeden gościnny). Dodatkowe trzy stworki mogą stać w rezerwie, a zmiana między nimi następuje bez zużywania tury. W zakładce drużyny widzimy limit „999” – to maksymalna liczba Digimonów, jaką możemy mieć w ekipie i w depozycie. Jeszcze „trochę” mi do tego limitu brakuje… Co ciekawe, Digimony niewystawione na walkę nadal zdobywają doświadczenie (choć wolniej), co łagodzi grind i pozwala powoli trenować całą ekipę.
Rekrutacja i Digiwolucje
Zmodyfikowano też system rekrutacji. Napotkany Digimon ma procentowy poziom skanu („Scan Rate”). Przy 100% jest on gotów do dołączenia do drużyny, a „podwójny skan” do 200% skutkuje lepszym statusem na start. Dzięki temu wiemy, za co warto walczyć – warto zostawiać wrogów przy życiu, aby podnieść poziom skanu i przywitać ich w ekwipunku z bonusami statystyk. Poziom 200% stał się taką małą nagrodą za spostrzegawczość i cierpliwość.
Każdy Digimon rozwija się nieliniowo – drzewka ewolucji są bardziej intuicyjne, widoczne w kolumnach i pełne różnych ścieżek. Przykładowo, mój Veemon mógł ewoluować do kilku silnych form i jednym kliknięciem wybrałem Veedramona, a inne zostawiłem na później. Do tego dochodzą Attachment Skills (unikalne umiejętności do kupienia) i miejsce na ekwipunek, co umożliwia głęboką personalizację każdej bestii. Zauważyłem też prostą, lecz istotną nowość: interakcje między postacią a Digimonami wpływają na ich osobowość – odpowiadanie na wiadomości z DexShella kształtuje typ (od zrozumienia po współpracę) i dodatkowe bonusy.
Ogólnie system jest bardzo rozbudowany – możemy przekazywać Duplikaty jako punkty doświadczenia, rozwijać bloki statystyk za pomocą Cross Arts (wsparcie całej drużyny przez naładowanie specjalnego paska) oraz eksperymentować ze sprzętem znalezionym w skrzyniach podczas eksploracji. Wszystko to daje poczucie szaleństwa liczb i strategii (czasami aż za dużego, o czym za chwilę).
Niech ta przygoda trwa!
Przebywanie w Cyfrowym Świecie to prawdziwa frajda. Już na samym początku przemierzałem podziemia Tokio i ruiny metropolii, gdzie walczyłem z nieśmiałymi potworami i rozwiązywałem drobne zagadki środowiska. Gra pozwala badać lokacje w bardziej aktywny sposób niż poprzednio poprzez implementację systemu skanowania. Co jakiś czas zbierałem też skarby i przedmioty ze skrzyń, które podnoszą statystyki Digimonów. Zwłaszcza na starcie warto eksplorować – znalazłem rzeczy przyspieszające rozwój drużyny oraz zapasy leczące. W miastach i budynkach napotyka się też NPC i segmenty fabuły. Ogólnie eksploracja wymaga skupienia (czasem trzeba poruszyć kamerą czy użyć zdolności kolejnych Digimonów, by iść dalej), ale jest ciekawie poprowadzona. Każda lokacja ma swój charakter. Nie ma tu powtórki „takich samych tuneli” z Cyber Sleuth.
Czy warto zagrać w Digmon Story: Time Stranger?

Digimon Story: Time Stranger to pozycja, która zachwyci fanów serii. Twórcy przyłożyli wagę do detali świata (żyjące Digimony, ukryte ścieżki). Nowy system walki i rozwoju jest znacznie głębszy i bardziej złożony od poprzedników – ma mnóstwo elementów (skanowanie, buffy, QTE, przyspieszanie animacji, różne typy ataków) dla tych, którzy lubią majstrować przy strategii.
Jednocześnie rozbudowany arsenał umiejętności oraz możność trenowania dziesiątek Digimonów zachęca do długich sesji (spodziewam się setek godzin w plecaku). Wielką zaletą jest też audiowizualna oprawa. Barwne, szczegółowe lokacje i płynne animacje zadowolą oko, a dubbing i ścieżka dźwiękowa profesjonalnie uzupełniają świat. Po kilku pierwszych godzinach byłem naprawdę usatysfakcjonowany i cieszę się, że ekipa Media Vision posłuchała fanów.
Oczywiście Digimon Story: Time Stranger to też typowe cechy jRPG-ów – dla jednych będzie to zaleta, dla innych wada. Osoby niecierpliwe mogą odczuć przesyt statystyk (100% vs 200% skanu, łączące się atrybuty, Cross Arts, buffy, Etykiety osobowości itp.) i potrzebę ciągłego kołowrotu walk. Nie ukrywam, że na początku poczułem się przytłoczony liczbą ekranów menedżera – trzeba rozplanować skład, esencje i ewolucje, co może być czasochłonne. Niemniej – to zdecydowanie jest pozycja warta ogrania. Szczególnie że konkurent w postaci Pokemon wydaje się być lata świetlne za cyfrowymi stworkami.
Recenzja:
9
/
10
Plusy
Minusy
Za kod do Digimon Story: Time Stranger na PC dziękujemy firmie Cenega!






