High on Life 2 – recenzja gry. Kosmicznych perypetii ciąg dalszy!

Awatar Jakub Hertel
recenzja gry high on life 2

Jeszcze więcej absurdu, jeszcze więcej gadania i wreszcie mobilność, która realnie zmienia rozgrywkę. High On Life 2wraca z większą skalą, szalonymi bossami i deskorolką, która potrafi być zarówno zbawieniem, jak i przekleństwem. Czy sequel faktycznie jest lepszy od jedynki?

High On Life 2 to kontynuacja jednej z najbardziej zwariowanych strzelanek ostatnich lat – gry, która w 2022 roku zaskoczyła połączeniem „rickandmorty’owego” humoru z dynamiczną akcją. Po pokonaniu kosmicznego kartelu narkotykowego w pierwszej części, nasz (nie)dzielny bohater wiedzie spokojne życie łowcy nagród-celebryty. Sielanka nie trwa jednak długo – na horyzoncie pojawia się tajemniczy wróg, który wyznacza cenę za głowę siostry protagonisty, zmuszając nas do ponownego chwycenia za gadające giwery. Gra staje przed trudnym zadaniem dorównania oryginałowi, tym razem już bez udziału Justina Roilanda w obsadzie.Czy ekipa Squanch Games udźwignęła ciężar oczekiwań i udowodniła, że potrafi rozbawić i wciągnąć graczy na własnych warunkach? 

High on Life 2 – kosmiczna groteska na sterydach

Historia w High On Life 2 jest tak naprawdę pretekstem do kolejnej dawki absurdalnej komedii i akcji. Gra pozostaje wierna konwencji pierwszoosobowej strzelanki okraszonej czarnym humorem science-fiction. Już od pierwszych minut wiadomo, że twórcy znów nie mają żadnych hamulców – serwują nam karykaturalnie przerysowane scenki i dialogi ociekające wulgarnością oraz popkulturowymi nawiązaniami. Jeżeli lubisz klimaty rodem z Adult Swim, poczujesz się tu jak w domu. Gra jest do granic rubaszna i „prostacka” w tym pozytywnie szalonym sensie – dowcipy skatologiczne czy sprośne padają dosłownie co minutę. Niektóre teksty rozbrajają szczerym absurdem – nieraz wybuchałem śmiechem, słysząc jakie głupoty potrafią wygadywać napotkani kosmici czy nasze gadatliwe bronie.

Trzeba jednak zaznaczyć, że taki humor nie każdemu podejdzie. Jeśli kogoś męczyły wulgaryzmy i nieustanne gadanie broni w jedynce, tutaj jest tego jeszcze więcej. Gra praktycznie nigdy nie milknie – NPC-e, a zwłaszcza arsenał gadających spluw komentują absolutnie wszystko, często łamiąc „czwartą ścianę” i improwizując żarty na bieżąco. Ta nieustanna kakofonia gagów bywa mieczem obosiecznym: z jednej strony gwarantuje, że nie ma czasu na nudę, z drugiej – gdy wszystko jest żartem, to nic nie zaskakuje tak, jak powinno. Brakuje chwil wytchnienia, przez co niektóre dowcipy tracą siłę przebicia, zanim zdążymy docenić ich puentę.

Sprawdź też: Premiery gier. W co warto zagrać w tym roku?

Mimo „obaw” o brak udziału Justina Roilanda w High on Life 2, charakterystyczny humor serii nie ucierpiał – ba, w pewnych aspektach zyskał na świeżości. Twórcy jakby chcieli udowodnić, że największe nazwisko w studiu nie było źródłem ich sukcesu. Gra mniej polega na improwizowanych monologach, a bardziej celuje w zgrywę przypominającą Ratchet & Clank– jest dynamiczniej i konkretniej. Dialogi wciąż są szalone i niecenzuralne, ale tym razem lepiej wyważono proporcje między długimi dysputami a szybkimi ripostami. Scenariusz nie boi się też momentów bardziej „dorosłych” czy odrobiny dramatu (znane postaci pokroju Gene czy siostra bohatera dostają parę poważniejszych scen), lecz każda poważna chwila zostaje obrócona w żart.Całość fabuły to czysta satyra sci-fi, głupkowata w najlepszy możliwy sposób. Historia potrafi zaangażować na tyle, byśmy chcieli dopaść złola czyhającego na naszą rodzinę – choćby po to, by zobaczyć, jakie jeszcze absurdalne sytuacje przydarzą się po drodze.

Rozgrywka – strzelanie, gadanie i… deskorolka?

screenshot z gry high on life 2
Powrócił mój ulubieniec, Gus! | źródło: Materiały Prasowe

Rdzeniem rozgrywki nadal jest efektowna strzelanka FPP, lecz High On Life 2 wyraźnie rozbudowuje mechanikę ruchu i eksploracji. Największą nowością jest deskorolka – nasz bohater potrafi teraz w każdej chwili na nią wskoczyć i mknąć przed siebie. W praktyce pełni ona funkcję superszybkiego sprintu oraz dodatkowej broni jednocześnie. Jazda na desce daje masę frajdy: możemy rozpędzić się, wybić w powietrze z ramp, jeździć po ścianach korzystając ze specjalnego paska przyczepności (grip meter) i nawet atakować wrogów deską. Przytrzymanie przycisku ataku sprawia, że protagonista ciska deskorolką w przeciwnika niczym bumerangiem – widok kosmity powalonego skateboardem jest komiczny i satysfakcjonujący.

Nowa mechanika dodaje też sporo elementów platformowych: z czasem trafiamy na zakręcone sekcje zręcznościowe, gdzie musimy wykazać się zręcznością, wykorzystując ściany do jazdy i wysokie skoki. Podczas walki nadal królują gadające gnaty. Każda pukawka ma swój unikalny charakter, alternatywny tryb ognia oraz dziesiątki linijek komentarzy, które dynamicznie reagują na nasze poczynania. To kapitalne uczucie, gdy po headshocie karabin sam przyklaskuje talentowi gracza. Ta nieustanna interakcja sprawia, że czujemy niemal towarzysza u boku – choć to towarzysz pyskaty i często nas obraża. Co więcej, w pewnych momentach wybór konkretnej broni wpływa na dialogi fabularne.

Strzelanie w High on Life 2 odczułem jako płynniejsze i bardziej dynamiczne niż w pierwszej części, głównie dzięki usprawnionej mobilności. Możemy teraz sprawniej poruszać się po arenach, ślizgać się i korzystać z deskorolki do szybkich uników. Na PC celowanie myszką jest precyzyjne, a na padzie czuć poprawę responsywności, choć warto zmniejszyć martwą strefę analogów. Starcia z bossami również robią wrażenie – gra serwuje jeszcze bardziej absurdalne i pamiętne pojedynki z szefami rodem z kreskówkowego koszmaru. Kreatywność twórców w projektowaniu starć nie zawodzi, a każdy boss to osobna, zakręcona scenka do zapamiętania. Niestety, strzelanie wciąż nie dorównuje najlepszym tytułom FPS – odrzut broni jest umowny, a przeciwnicy zachowują się schematycznie. Ponadto deskorolka bywa bronią obosieczną – w chaotycznych strzelaninach potrafi namieszać, a kilka razy zdarzyło mi się spadając w przepaść przez nadmierne rozpędzenie się.

Kosmiczne huby pełne sekretów

screenshot z gry high on life 2
NIe zabraknie też nowych twarzy, dosłownie! | źródło: materiały prasowe

High on Life 2 znacząco rozbudowuje świat przedstawiony. Zamiast serii luźno połączonych poziomów, dostajemy półotwarte huby. Główną bazą wypadową jest miasto Circuit Arcadia – ogromna metropolia, która służy za nasz dom oraz węzeł komunikacyjny do innych lokacji. Arcadia tętni życiem: na ulicach roi się od kosmitów, neonowe szyldy kuszą sklepami, a tu i ówdzie znajdziemy masę aktywności pobocznych: od automatów arcade, przez interaktywne kabarety, po dziesiątki poukrywanych znajdziek. Twórcy ponownie upchnęli w grę mnóstwo uroczo głupawych atrakcji – możemy oglądać całe filmy klasy B w telewizji z Gene’em czy przeglądać absurdalne reklamy w łóżku. Te „zapychacze czasu” skutecznie odrywają od głównej fabuły na rzecz czystej zabawy.

Choć początkowo gra sprawia wrażenie skromniejszej, każda lokacja okazuje się dużo większa i gęściej wypełniona zawartością niż w „jedynce”. Zrezygnowano nieco z metroidvanii na rzecz swobodnej eksploracji większych obszarów. Zwiedzanie bywa bardziej organiczne, choć ma też minusy: łatwo się zgubić. Projekt lokacji bywa mało intuicyjny, a system pingu czasem zawodzi i prowadzi w ścianę. Na otarcie łez eksploracja wynagradza nas jednak sekretami i zadaniami pobocznymi. Spotkamy NPC-ów z komicznymi mini-questami będącymi parodią klisz sci-fi, ulepszenia statystyk, nowe kolory deskorolki, a nawet misję detektywistyczną „murder mystery” w klimacie noir. To tytuł, gdzie chcesz zajrzeć w każdy kąt, bo nigdy nie wiadomo, czy nie trafi się tam kolejny easter egg. Sekcje platformowo-eksploracyjne zyskały na znaczeniu i stanowią mocny punkt gry, choć zdarzają się sporadyczne bugi kolizji.

Oprawa audiowizualna i jakość wykonania

High On Life 2 potrafi zachwycić oprawą – to wciąż ta sama kreskówkowo-psychodeliczna stylistyka, ale w bogatszym wydaniu na Unreal Engine. Oświetlenie neonowych metropolii i animacje broni wyglądają znacznie lepiej niż w pierwszej części. Co ciekawe, ludzkie postacie nadal prezentują się brzydko i karykaturalnie, wywołując efekt uncanny valley, co jest prawdopodobnie celowe. Gra chodzi płynnie nawet na nieco starszych konfiguracjach, chociaż przy bardziej intensywnych akcjach, potrafiły zdarzyć się spadki. 

Niestety, nie obyło się bez potknięć technicznych. Podczas ogrywania napotkałem kilka bugów – od nieodpalających skryptów misji po bossów zacinających się w ścianach. Pewna szorstkość techniczna jest odczuwalna, a gra wydaje się nieco „niedopieczona” pod względem optymalizacji. Sytuacja nie jest dramatyczna, ale niedosyt pozostaje. Na pochwałę zasługuje fenomenalny voice-acting – każda broń ma unikatową osobowość i sposób mówienia, a aktorzy doskonale wyczuwają komediowe tempo. Słuchanie ich przekomarzań to czysta przyjemność. Muzyka synthwave dobrze oddaje klimat kosmicznej przygody, choć zdarzały się błędy techniczne, przez które ścieżka dźwiękowa całkowicie znikała podczas strzelanin. Efekty strzałów i wybuchów są poprawne, choć czasem nieco przytłumione przez dialogi.

Podsumowanie – czy warto zagrać w High on Life 2?

High On Life 2 to bezkompromisowa kontynuacja – większa, głośniejsza i jeszcze bardziej zwariowana. Squanch Games dostarczyło dokładnie to, czego można się było spodziewać: jeszcze więcej absurdalnego humoru, barwniejszy świat i nowe mechaniki jak szalona deskorolka. To wciąż tytuł dla fanów wulgarnych kreskówek i niepoprawnej satyry. Jeżeli nie trawisz „głupkowatego” humoru, sequel tego nie zmieni, bo teraz dostajesz go dwa razy gęściej, co może być wręcz męczące.

Mimo wad w samym systemie strzelania oraz problemów technicznych, gra dostarczyła mi mnóstwo śmiechu i czystej radochy. W czasach poważnych narracji, powrót do tego bezwstydnie rozrywkowego, obrazoburczego świata był dla mnie jak powiew świeżego powietrza. Jeżeli masz abonament Game Pass, grzechem byłoby nie spróbować, bo produkcja jest tam dostępna od premiery. To lepsza, brzydsza i śmieszniejsza gra niż jedynka – fani dostaną dokładnie to, czego chcieli (a nawet więcej). Jak dla mnie Squanch Games może już szykować High On Life 3!

Za kod do gry na PC dziękuję Xbox Polska!

Plusy

  • Bardzo udany system mobilności – deskorolka realnie odświeża rozgrywkę
  • Kreatywne i pamiętne walki z bossami
  • Większe, bardziej złożone lokacje z większą swobodą eksploracji
  • Świetny voice acting i wyraziste osobowości broni
  • Spójny, charakterystyczny styl wizualny
  • Lepsze tempo narracji niż w pierwszej części
  • Dużo zawartości pobocznej i sekretów

Minusy

  • Strzelanie wciąż nie dorównuje czołówce gatunku FPS
  • Nadmiar humoru może męczyć po kilku godzinach
  • Momentami chaotyczne starcia przy intensywnym wykorzystaniu deskorolki
  • AI przeciwników bywa schematyczne
  • Sporadyczne błędy techniczne
  • Niekiedy nieczytelna nawigacja w większych hubach
0
0
0

Podziel się:

Awatar Jakub Hertel
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *