Bajkowo-mroczna opowieść powraca, tym razem z trybem współpracy online. Little Nightmares III obiecuje niezapomniany klimat, pomysłowe zagadki i dreszczyk emocji we dwoje. Czy wspólny koszmar może dostarczyć jeszcze więcej frajdy?
Seria Little Nightmares zawsze urzekała unikalnym połączeniem onirycznej estetyki i podszytego grozą klimatu. Trzecia część podtrzymuje tę tradycję, dokładając jednocześnie największą nowość w historii cyklu – tryb kooperacji online. Jako osoba, która spędziła długie godziny z poprzednikami, byłem niezwykle ciekaw, czy wspólna ucieczka dwójki bohaterów z krainy koszmarów okaże się strzałem w dziesiątkę. Już od pierwszych chwil spędzonych z Little Nightmares III poczułem ulgę – gra zachowała to, co najlepsze u poprzedników, a jednocześnie wprowadziła świeżą dynamikę dzięki rozgrywce we dwoje. Poniżej dzielę się moimi wrażeniami – od artystycznej oprawy, przez mechaniki i poziomy, po wydajność.
Sprawdź też: Little Nightmares III – koszmarny duet w wesołym miasteczku (JUŻ GRALIŚMY!)
Little Nightmares III – piękny koszmar
Zacznijmy od sfery wizualnej, bo Little Nightmares III po prostu zachwyca tą a’la Burtonowską stylizacją – groteskowe postacie i ponure scenerie budują jedyny w swoim rodzaju klimat. Atmosfera gry jest gęsta od niepokoju i uroku zarazem. Oprawa graficzna kontynuuje znakomity styl serii. Otoczenie przypomina ożywione makiety rodem z mrocznej baśni, pełne przytłaczających proporcji i makabrycznych detali.
Twórcy świetnie oddali ducha poprzednich części – świat Little Nightmares III jest brudny, zdeformowany, a zarazem urzekający artystycznie. Warstwa audiowizualna stoi na najwyższym poziomie – projekty przeciwników są celowo karykaturalne i odrażające, a lokacje brudne, zapyziałe, lecz dopracowane w każdym szczególe. W efekcie gra bardziej wywołuje uczucie ciągłego niepokoju niż czystego strachu, przypominając pod tym względem raczej klimatyczną mroczną baśń niż typowy horror.
Uzupełnieniem wizji artystycznej jest doskonała warstwa dźwiękowa – szmer otoczenia, skrzypnięcia podłóg i dziecięce szepty budują napięcie równie skutecznie co wyskakujące z cienia monstra. Little Nightmares III to audio-wizualny majstersztyk, który jednocześnie zachwyca i niepokoi.
Kooperacja online – razem raźniej w koszmarze?
Największą zmianą w Little Nightmares III jest wprowadzenie trybu współpracy dla dwóch graczy przez internet. To pierwsza odsłona serii, którą można przejść wspólnie ze znajomym – we dwójkę stawiamy czoła dziecięcym lękom zamiast samotnej przeprawy. Kooperacja została zrealizowana pomysłowo i z myślą o dostępności. Przede wszystkim warto podkreślić, że rozgrywka dwuosobowa możliwa jest wyłącznie online – gra nie oferuje opcji kanapowego co-opa (brak trybu lokalnego).
Szkoda, bo aż prosiłoby się usiąść razem przed jednym ekranem, jednak twórcy zdecydowali się na takie ograniczenie. Dobrą wiadomością jest za to funkcja Friends Pass, dzięki której do wspólnej zabawy online wystarczy jedna kopia gry – partner może dołączyć bezpłatnie, jeśli zostanie zaproszony przez właściciela gry. Rozwiązanie to znane z produkcji pokroju It Takes Two zachęca do współpracy i faktycznie działa bez zarzutu.

Należy zaznaczyć, że na premierę nie uświadczymy cross-playu – wspólna gra możliwa jest tylko w obrębie tej samej platformy lub konsol jednej rodziny (np. PS5 z PS4), brak natomiast wsparcia dla rozgrywki między różnymi ekosystemami (PlayStation, Xbox, PC, Switch). Pewnym pocieszeniem jest fakt, że PS4 i PS5 mogą łączyć się ze sobą, podobnie jak konsole Xbox różnych generacji, czy Switch 1 ze Switchem 2. Niemniej, jeśli macie znajomych na innych platformach, na starcie nie będziecie mogli razem zagłębić się w koszmar..
Sama kooperacja online działa sprawnie. Dołączenie do znajomego jest szybkie, a gra nie oferuje co prawda czatu głosowego (pozostaje komunikacja przez zewnętrzne komunikatory), ale wprowadza prostą mechanikę przywoływania partnera (postać może zawołać towarzysza specjalnym okrzykiem – na PS5 jest to trójkąt). Brak split-screenu nie doskwiera – kamera dynamicznie podąża za akcją i gdy bohaterowie się rozdzielą, gra płynnie przełącza perspektywę między nimi. W praktyce czuć, że ten tytuł zaprojektowano z myślą o dwóch osobach. Rozwiązywanie zagadek i ucieczka przed potworami we dwoje dają masę satysfakcji, a poczucie więzi między bohaterami udziela się graczom. Co ważne, Little Nightmares III można przejść również samotnie – wtedy kontrolę nad drugą postacią przejmuje całkiem kompetentna sztuczna inteligencja, która o dziwo naprawdę daje radę. Mimo to produkcja mocno sugeruje, że wspólna podróż jest tu lepszym pomysłem niż samotna wędrówka – gra naprawdę rozkwita dopiero w co-opie.
Low i Alone – duet z unikalnymi zdolnościami
W Little Nightmares III przejmujemy kontrolę nad dwiema nowymi postaciami – Low i Alone – które stanowią nierozłączny duet. Co ważne, każdy z bohaterów dysponuje własnym ikonicznym przedmiotem oraz zdolnościami wpływającymi na rozgrywkę. Low, niewielki chłopiec w kapturze, wyposażony jest w łuk ze strzałami, natomiast Alone – dziewczynka o przenikliwym spojrzeniu – dzierży masywny klucz francuski (pełniący funkcję wielkiego klucza/podobnego do francuskiego klucza narzędzia).
Te dwa przedmioty nie są tylko ozdobą, ale stanowią trzon nowych mechanik. Łuk Low pozwala sięgać do trudno dostępnych miejsc, przecinać liny czy strącać z wysokości niektórych wrogów, podczas gdy klucz francuski Alone świetnie nadaje się do rozbijania przeszkód, miażdżenia ogłuszonych przeciwników czy manipulowania elementami otoczenia Dzięki temu każda postać wnosi coś unikalnego do rozgrywki, a wiele wyzwań zaprojektowano tak, by wymagały współpracy obojga bohaterów.
Podczas zabawy przekonujemy się, że Low i Alone uzupełniają się nawzajem. Twórcy pomysłowo wykorzystali motyw dwójki dzieci – będziemy np. podsadzać się wzajemnie na wyższe półki, przechodzić wąskimi szczelinami tylko w duecie (gdy jedno pomaga drugiemu) czy jednocześnie aktywować oddalone od siebie mechanizmy. Przykładowo, trafiłam/trafiłem na zagadkę, gdzie jedno z dzieci musiało odwrócić uwagę wroga, aby drugie w tym czasie przekradło się za jego plecami i dokonało sabotażu. Również nieliczne sekwencje walk zostały oparte na współdziałaniu – aby pokonać ożywioną kukiełkę, Low musiał najpierw zestrzelić z niej głowę i zwabić agresywny tors w bok, co pozwoliło Alone doskoczyć do leżącej głowy i roztrzaskać ją kluczem.Tego typu pomysłowe sytuacje pokazują, że twórcy kreatywnie podeszli do kooperacji, serwując nam łamigłówki i sceny akcji, które dosłownie nie mogą zostać rozwiązane w pojedynkę.
Warto dodać, że gra umożliwia swobodne wybranie, w kogo chcemy się wcielić – przed rozpoczęciem rozdziału możemy zdecydować, czy gramy Low czy Alone (druga postać przypadnie naszemu partnerowi lub AI). Daje to miły element personalizacji i zachęca do ponownego przejścia gry z innej perspektywy. Co więcej, obie postacie to nie tylko „awatarzy” – między Low i Alone w trakcie przygody zawiązuje się nić przyjaźni, subtelnie opowiadana gestami i sytuacjami. Czuć, że bohaterowie polegają na sobie nawzajem, co ładnie spaja rozgrywkę z narracją.
Podróż przez Spiralę koszmarów
W Little Nightmares III przemierzamy szereg fantastycznych, a jednocześnie przerażających scenerii, składających się na nowy świat gry nazwany The Spiral. Spiral to klaster dziwacznych, dystopijnych krain zrodzonych z sennych majaków i dziecięcych lęków. Każdy rozdział gry zabiera nas do innego zakątka tego koszmarnego uniwersum – lokacje są wyraźnie zróżnicowane tematycznie i wizualnie, co chwila zaskakując nowymi pomysłami.

Podczas przygody odwiedzimy między innymi upiorne wesołe miasteczko o nazwie Carnevale, pełne zepsutej zabawy i groteskowych obrazków. To wypaczone lunaparkowe diorama – teren zatęchłego, rozpadającego się festynu zamieszkanego przez agresywne kukiełki oraz ogromnych, obżerających się zepsutym jedzeniem gości. Atmosfera tego miejsca jest tak gęsta, że niemal czuć fetor waty cukrowej zmieszanej z gnijącym mięsem; w tle majaczy ogromny teatr, w którym rezyduje złowrogi marionetkarz czekający na swój występ.
Innym razem trafimy do Nekropolii – pustynnych ruin nawiedzanych przez monstrualne niemowlę, z którym przyjdzie nam bawić się w przerażającą wersję chowanego. Odwiedzimy też niepokojącą fabrykę słodyczy, gdzie roi się od żarłocznych cukrowych insektów, a każda szafa czy blat może skrywać kolejne straszydło. Nie zabraknie także klaustrofobicznych, deszczowych uliczek czy właśnie wspomnianego lunaparku – brudnego, mokrego od deszczu molo w parku rozrywki, po którym stąpają ciężkie stopy olbrzymów nieświadomych obecności maluczkich bohaterów.
Klimat wylewa się z ekranu
Każda lokacja ma swój unikatowy klimat i “mieszkańców” (tzw. Residents) – od wymienionego Potwornego Niemowlaka po groteskowe postaci pokroju upiornego Pierrota czy olbrzymiej lalki. Projekty tych przeciwników są kapitalne i odrażające zarazem, a otoczenie pełne jest detali opowiadających własne makabryczne historyjki. Struktura poziomów pozostaje w duchu poprzednich części – to liniowe, ale bardzo przemyślane etapy, w których eksploracja przeplata się z zagadkami środowiskowymi, skradaniem i okazjonalnymi sekcjami ucieczki. Gra często zmusza nas do ostrożności: przemykanie pod stołami, wstrzymywanie oddechu, gdy po okolicy rozlega się złowrogi dźwięk, czy zastygnięcie w bezruchu, by wtopić się w tło i nie zwrócić na siebie uwagi. Te momenty budują niesamowite napięcie.
Trzeba jednak zaznaczyć, że Little Nightmares III operuje raczej subtelnym dreszczykiem niż czystym horrorem. Częste zgony naszych postaci (które są bardzo kruche – jeden błąd równa się porwaniu lub śmierci bohatera) potrafią odrzeć grę z elementu strachu na rzecz logicznej analizy zagadki. Na szczęście tytuł stosuje gęsto rozmieszczone punkty kontrolne, więc nawet jeżeli jakiś fragment wymaga metod prób i błędów, powtarzamy go niemal od razu bez frustracji.
Same zagadki zwykle są intuicyjne, choć zdarzyło mi się utkwić na jednym mniej czytelnym etapie – ważny przedmiot zbyt dobrze wtapiał się w tło, a interaktywna platforma nie wyróżniała się od dekoracji. Był to jednak odosobniony przypadek; przez większość czasu gra sprawnie prowadzi nas dalej, dbając jednocześnie, byśmy czuli się jak sprytni odkrywcy rozwiązujący wyzwania własnym pomyślunkiem.
Ogólnie rzecz biorąc, lokacje w Little Nightmares III to małe arcydzieła designu – zachwycają pomysłowością, różnorodnością i tym, jak silnie oddziałują na zmysły gracza. Każdy rozdział oferuje nowe motywy i niespodzianki, dzięki czemu przez całą grę towarzyszy nam ekscytacja tym, co czai się za następnym zakrętem koszmaru.
Czy technicznie to też mały koszmarek?
Recenzowana wersja na PlayStation 5 działa w większości bardzo płynnie i stabilnie. Twórcy zadbali o odpowiednią optymalizację – gra oferuje na konsolach nowej generacji dwa tryby graficzne. W trybie wydajności Little Nightmares III celuje w 60 klatek na sekundę, zachowując przy tym wysokie ustawienia grafiki, natomiast tryb jakości podbija rozdzielczość kosztem zablokowania płynności na poziomie 30 FPS. W praktyce zdecydowanie polecam rozgrywkę w 60 FPS – animacja jest wtedy bardzo płynna, co przy tego typu dynamicznych sekwencjach (ucieczki, skradanie) istotnie zwiększa komfort zabawy. Tryb jakości nie oferuje aż tak dużego skoku szczegółowości, by rekompensować dwukrotnie niższą płynność, więc zapewne większość graczy nawet nie będzie z niego korzystać.

Warto pochwalić ogólną dbałość o technikalia – na PS5 czasy wczytywania poziomów są niemal niezauważalne, a gra wygląda świetnie i działa w stabilnych 60 FPS przez większość czasu. Oświetlenie, cienie i efekty post-processingu prezentują się na tej platformie najlepiej ze wszystkich wersji.
Nie oznacza to jednak, że obyło się zupełnie bez potknięć. W trakcie mojej rozgrywki, z odpalonym trybem jakośći, zdarzyły się drobne spadki płynności – głównie w bardzo zatłoczonych scenach lub przy szybkim obrocie kamery – oraz okazjonalne „chrupnięcia” animacji, zwłaszcza tuż po wczytaniu kolejnego segmentu poziomu. Na szczęście były to rzadkie przypadki, które nie wpływały znacząco na przebieg rozgrywki. Poza tym nie natknąłem/am się na żadne poważne błędy czy glitche – gra w wersji premierowej okazała się stabilna. Jeśli już, to sztuczna inteligencja towarzysza czasem potrafi stanąć nie w tym miejscu co trzeba (np. nie od razu podbiegnie do punktu, gdzie musimy wykonać akcję), ale takie sytuacje były sporadyczne i AI generalnie radzi sobie dobrze ze wspieraniem nas.
Na PS5 Little Nightmares III obsługuje także funkcje pada DualSense – delikatne wibracje i efekt haptyczny w momentach grozy (np. przy silniejszych uderzeniach serca bohatera) dodają imersji, choć są użyte dość oszczędnie. Gra działa również w rozdzielczości 4K w trybie jakości, ale – jak wspomniałem/am – kosztem płynności, co w mojej opinii nie jest warte poświęcenia.
Czy warto zagrać w Little Nightmares III?
Little Nightmares III okazało się dokładnie tym, na co liczyłem/am – piękną, klimatyczną podróżą przez koszmary, która wprowadza powiew świeżości dzięki trybowi kooperacji. Gra z powodzeniem łączy artystyczną wizję i mroczny nastrój poprzedników z nowymi mechanikami współpracy, dostarczając unikalnych wrażeń zarówno fanom serii, jak i nowym graczom.
Rozgrywka we dwoje przynosi masę satysfakcji i nieraz wywołuje uśmiech (oraz dreszcz) na twarzy, a samotne przemierzanie The Spiral z AI również daje radę – choć polecam znaleźć partnera, by w pełni docenić wszystkie smaczki kooperacji. Owszem, znajdziemy tu parę potknięć: brak lokalnego co-opa czy cross-play na premierę może rozczarować niektórych, zdarzą się momenty lekkiej frustracji przy metodzie prób i błędów, a technicznie gra miewa drobne momenty zadyszki. Jednak są to detale niknące wobec całości doświadczenia.
Little Nightmares III to dopracowana, urzekająca i wciągająca produkcja, która udowadnia, że nawet w najstraszniejszy koszmar raźniej jest zanurzyć się we dwoje. Z czystym sumieniem mogę polecić ten tytuł – zwłaszcza miłośnikom klimatycznych platformówek i wszystkim, którzy chcą przeżyć piękny koszmar z przyjacielem u boku.
Za kod do gry na PS5 dziękujemy firmie CENEGA
Recenzja:
9
/
10
Plusy
Minusy






