Szukasz sprzętu do pracy, niezależnie czy mowa jest o biurze, czy też zaciszu domowego ogniska? Dobrze się składa – Keychron K5 to interesująca pod tym względem propozycja, która ma całkiem sporo argumentów, aby do siebie przekonać.
Z reguły recenzowany przez nas sprzęt orbituje wokół domeny gamingu, ale w przypadku tej recenzji mamy do czynienia z odmianą. Propozycja chińskiej marki to w zasadzie klawiatura do pracy, gdzie sam producent nie sili się na uczynienie z niej modelu do każdego rodzaju aktywności przed komputerem. Choć w opisie produktu na oficjalnej stronie Keychrona, słowo „gaming” jest raz wspomniane, z uwagi na konkretne przełączniki, to jestem w pełni przekonany, że to model stricte biurowy.
I to widać już od samego początku, gdyż chińska marka zaserwowała nam tu naprawdę miły dla oka minimalizm w kwestii wykonania. Nie ma tu mowy o przesadnej ekstrawagancji – prezentacja tego modelu jest elegancka i wtapiająca się w tło naszego otoczenia biurowego. To jednak zdecydowanie nie wszystko, co można powiedzieć o tym sprzęcie – poniżej znajdziecie moje opinie na jego temat po ponad 2 tygodniach użytkowania.
Kluczowe parametry Keychron K5
| Rozmiar | Klawiatura pełnowymiarowa (108 klawiszy) |
| Typ klawiatury | Mechaniczna |
| Wersja | 2 |
| Kompatybilność | Windows, Mac, iOS, Android |
| Przełączniki | Niskoprofilowe Keychron Red Linear |
| Przełączniki (tworzywo) | ABS |
| Liczba zapamiętanych urządzeń | 3 |
| Łączność | Bluetooth/przewód |
| Pojemność baterii | 2000 mAh |
| Czas ładowania | Ok. 3 godziny |
| Złącze | USB-C |
| Częstotliwość odświeżania | 1000 Hz |
| Podświetlenie | Tak |
| Klawisze multimedialne | 12 |
| NKRO | Tak (dla obu trybów komunikacji) |

Keychron K5 prosto z pudełka
Nie mogę odmówić Keychronowi tego, że zna się na wywołaniu dobrego wrażenia. Ta klawiatura wywołuje takie odczucia już od pierwszego kontaktu, nawet na etapie pozostawania w opakowaniu. Czerń kartonu i jego minimalistyczne wykonanie zwiastują, że to sprzęt, który nie wywoła zgrzytu zębów przesadnym stylem. I tak też właśnie jest – po odpakowaniu klawiatury z naprawdę dobrze zabezpieczonego opakowania (nie zabrakło futerału, piankowej formy, folii) naszym oczom ukazuje się nie tylko sam Keychron K5.
Mnogość dodatków jakie znalazłem w kartonie jest naprawdę duża, wręcz pokusiłbym się o stwierdzenie, że jest ona na poziomie drogich klawiatur gamingowych. Z jednej strony należałoby tego oczekiwać – to zdecydowanie nie jest sprzęt z entry levelu, ale oddajmy cesarzowi co cesarskie. W opakowaniu znajdziemy przewód komunikacyjny USB-A do USB-C, switch puller i keycap puller, zestaw zamiennych keycapów (łącznie 6) i odrobinę makulatury w postaci manuala i przewodnika do szybkiego uruchomienia. Doceniam takie podejście, zwłaszcza w czasach, gdzie znacznie droższe klawiatury nie mają do zaoferowania nic ponad samo urządzenie.
Keychron K5 pod lupą – design i wykonanie
Przechodząc do tego, co najważniejsze i uwolnieniu klawiatury z folii, przed naszymi oczami pojawia się urządzenie, które nad wyraz dobrze wpasowuje się w definicję słowa elegancja. Zdaję sobie sprawę, że to słowo jest przeze mnie nader często przywoływane, ale nie mogę poradzić na to nic, że ta klawiatura mi się po prostu podoba. Pod względem dobranej kolorystyki, mamy tu do czynienia z typowymi barwami Keychrona – czarny korpus i keycapy w dwóch głównych kolorach (dominują szare, natomiast ok. 30 jest czarnych) i jednym dodatkowym (klawisz Escape w barwie pomarańczy, ale jeśli psuje to odbiór, możemy go zastąpić czarnym keycapem z pudełka).
Choć model K2 w drugiej odsłonie to pełnowymiarowa klawiatura, nie pomyli się ten, kto określił ją mianem smukłej konstrukcji. Z pewnością wpływ na to ma zastosowanie konstrukcji bezramkowej. Układ klawiszy zachował wyraźnie oddzielone od siebie sekcje, więc nie mamy tutaj przypadku upychania miejsca. Co więcej, producent całkiem sprytnie upakował tu diody komunikacyjne – łącznie jest ich trzy, ale na froncie umieszczono dwie z nich: sygnalizującą stan połączenia BT oraz diodę Caps locka. Są one małe i znalazły się z lewej strony pomiędzy klawiszami Esc i F1.

Wspominaliśmy o konstrukcji bezramkowej – wybór na nią nie jest dziełem przypadku, gdyż Keychron K5 to klawiatura niskoprofilowa. Przełączniki mechaniczne jakie tu zastosowano mają zaledwie 12,2 mm wysokości – i ma to realny wpływ na komfort pisania, gdyż w porównaniu do tradycyjnych, stawiają one znacznie mniejszy opór. Taki wybór pozwolił stworzyć naprawdę niską klawiaturę, która z założonymi kacapami ma zaledwie 23 mm wysokości u góry i 18 mm u dołu. To sprzęt prawdziwie minimalistyczny pod każdym względem! Klawiatura nie będzie obciążeniem podczas podróży – jej waga to około 720 gramów, więc z powodzeniem zmieścimy ją np. do plecaka.
Sam korpus urządzenia wykonano z aluminium i tworzywa ABS, minimalizując przy tym obecność dodatkowych wstawek. Producent nie dołączył tu żadnej podpórki pod nadgarstki, więc dolna krawędź i oba boki urządzenia są pozbawione wszelkich dodatków. Natomiast u góry klawiatury znalazło się miejsce na port USB-C (umieszczony na środku górnej krawędzi) oraz dwa przełączniki. Oba odpowiadają za zmianę formy komunikacji: jeden z PC na Mac, drugi BT lub połączenie przewodowe. Co ciekawe ich przełączniki wykonano w pomarańczowym kolorze, ale ich obecność nie razi – umieszczono je tak, że bez wychylenia do przodu nie dostrzeżemy ich. Sprytny zabieg lokalizacji w ten sposób eliminuje ryzyko zaburzenia estetyki tego modelu.
Spód klawiatury jest bardzo oszczędny – znajdują się tu jedynie podkładki antypoślizgowe w liczbie 6 sztuk oraz dwie podpórki. W przypadku podpórek mamy do dyspozycji dwustopniową regulację nachylenia. Można stwierdzić, że powoli staje się to standardem już nawet w przypadku średniopółkowców, ale należy to odnotować. Każda stop podpórki wyposażono została w podkładki antypoślizgowe, co dodatkowo zwiększa stabilność urządzenia. Długo użytkowałem klawiaturę na blacie stołu bez podkładki materiałowej – drewniany blat nie zamienił się w lodowisko w przypadku tej klawiatury, wszystko było stabilne.
Design i wykonanie nie pozostawia wiele do życzenia. Już po krótkiej chwili pracy przy tej klawiaturze miałem pewność, że mam do czynienia z produktem premium. Urządzenie jest niezwykle ciche podczas pracy – poza dźwiękiem klawiszy nie ma tu niczego, co mogłoby wywoływać nieprzyjemne doznania. Elementy są ze sobą odpowiednio spasowane i nie trzeszczą. Pełnowymiarowy projekt sprawia, że urządzenie świetnie sprawdza się w pracy – a do tego nie zajmuje wiele miejsca. Świetna prezencja i stonowane wykonanie to coś, co przekona do siebie wielu profesjonalistów.

Klawiatura w codziennej pracy – przełączniki i doznania z użytkowania
Keychron K5 to klawiatura, która dostępna jest ze switchami Brown i Red, a w przypadku mojego modelu padło na te drugie. Są to przełączniki linearne, które co ciekawe sam producent określa mianem „Keychron Switch” – przynajmniej według informacji na opakowaniu i samych przełącznikach.
Wspominałem o dołączonym do urządzenia switch pullerze, zatem mamy tu także do czynienia z możliwością hot-swapu. Należy jednak pamiętać, że ten model klawiatury dostępny jest również w wersji pozbawionej tego dodatku. Jeżeli zależy Ci na nim, dopilnuj, że wybierasz odpowiednią wersję.
Z pewnością nie mamy tu do czynienia ze sprzętem do gier – jej głównym zadaniem w trakcie moich testów było wszystko to, co związane z pisaniem. Wprowadzanie mas tekstu, użytkowanie jej w biurze i na home office to niezwykle przyjemne doświadczenie. Klawiaturę wyposażono w przełączniki dotykowe, co czuć przy każdym naciśnięciu. Stawiają delikatny opór, ale nie jest on przesadny. Owszem, musiałem się nieco przyzwyczaić do klasycznych „laptopowych klawiszy”, gdyż na co dzień obcuję jedynie z pełnowymiarowymi klawiaturami mechanicznymi – choć na początku było nieco pod górkę, tak proces przyzwyczajania się do tego urządzenia następuje bardzo szybko. Klawisze są bardzo dobrze wyprofilowane a większe zostały dodatkowo wsparte stabilizatorami – nie ma tu więc mowy o jakimkolwiek trzęsieniu się keycapów.
Sam dźwięk przełączników podczas pisania na tej klawiaturze jest piękny i równomierny, a jednocześnie wystarczająco cichy. Pod względem generowanych odgłosów, czerwone przełączniki sprawdzają się doskonale, stąd rekomendowałbym ten model osobom, które nie chcą klawiatury głośnej. Choć nie mamy tutaj ramki, producent nie zapomniał o dodatkach w postaci pianki akustycznej, która dodatkowo tłumi generowane odgłosy.

Choć recenzowany Keychron nie jest modelem gamingowym (pomimo delikatnych sugestii producenta, choć nader nieśmiałych), nie mogłem przejść obojętnie obok próby przetestowania go w kilku tytułach. Gra testowana była w FPS-ach i muszę przyznać, że spodziewałem się gorszego wyniku. Rzecz jasna nie zastąpi ona dedykowanego modelu gamingowego, ale jeżeli jesteś okazjonalnym graczem, możesz z powodzeniem wykorzystać ją nawet do szybkich gier. Czerwone przełączniki sprawdzą się doskonale.
Łączność i bateria
Urządzenie możemy wykorzystać łącząc się z nim przez kabel lub BT, nie mamy tu opcji radiowego połączenia z nanoodbiornikiem, która zarezerwowana jest dla wersji K Max. Co więcej, BT oferuje łączność z trzema urządzeniami, które klawiatura zapamiętuje – żonglowanie między nimi następuje szybko i bezproblemowo. Doceniam fakt, że urządzenie oferuje pracę z urządzeniami Apple’a oraz Androidem i Windowsem. W ten sposób nie jesteśmy ograniczeni i nic nie stoi na przeszkodzie, aby szybko przełączyć się między smartfonem z robocikiem a iPadem. Co więcej, producent nie zapomniał o dodaniu keycapów pod Windowsa oraz MacOS.
Skoro klawiatura działa bezprzewodowo, pojawia się pytanie jak radzi sobie jej akumulator. Nie mamy tu do czynienia z radiowym połączeniem, zatem pobór prądu przez BT będzie znacznie niższy, co wydłuża czas pracy. Producent twierdzi, że na wyłączonym podświetleniu urządzenie jest w stanie pracować 110 godzin (70 z RGB na najniższej jasności). A zatem bez podświetlenia urządzenie jest w stanie pracować niecałe 5 dni – trochę mało…
Testy jednak dowiodły czegoś innego – nie bawiłem się w dezaktywacje podświetlenia i korzystałem z urządzenia bezprzewodowo przez około 10 dni, kiedy to po tym czasie zaczęło domagać się ładowania. Niezły wynik, ale należy pamiętać, że z takim rodzajem testów bywa różnie: wszak nie używamy sprzętu przez 24h na dobę. Nie ma jednak przesady w tym, aby stwierdzić, że producent nie zawyżył możliwości swojego sprzętu, ale je w zasadzie zaniżył.

Oprogramowanie – fantastyczne rozwiązanie Keychrona
Zdaję sobie sprawę, że biurowe klawiatury nie są często poddawane przesadnym modyfikacjom podświetlenia w apce, ale rozwiązanie Keychrona zasługuje na osobny akapit. Przede wszystkim sprzęt ten wykorzystuje firmware QMK/VIA, co może być dla wielu prawdziwym gamechangerem. Otóż wszystkie klawiatury tego producenta, łącznie z recenzowanym modelem, używają webowej aplikacji Keychron Launcher, która pozwala na modyfikowanie praktycznie każdej funkcji klawiatury z poziomu przeglądarki. Zgadza się: nie musimy tu instalować kolejnego softu na naszym dysku, narzędzie dokonuje detekcji podłączonego kable urządzenia i gotowe, możemy zacząć buszować w opcjach.
Dowolnie możemy tu modyfikować mapę klawiszy, podświetlenia, makra, aktualizacje oprogramowania urządzenia czy przeprowadzić test klawiszy. Wszystko w minimalistycznej formie, która jest niezwykle przejrzysta. Nie ma szans się tu pogubić, choć warto docenić obecność języka polskiego w aplikacji.
To rozwiązanie to coś fantastycznego, prawdziwy powiew świeżości – eliminuje całkowicie konieczność instalacji dodatkowego softu, co jest zawsze irytujące, nawet w przypadku najlepiej napisanego oprogramowania. Wszystkie zmiany są zapisywane w pamięci urządzenia, zatem modyfikacje pozostają zapamiętane również podczas przełączaniu się między komputerami i innym sprzętem. Zdecydowanie to jeden z najlepszych software’ów dołączonych do klawiatury z jakim miałem do czynienia – choć szkoda, że jest niekompatybilny z Firefoxem.

Werdykt – Keychron K5 to świetna klawiatura biurowa
To mój pierwszy kontakt ze sprzętem tej marki – jakoś do tej pory produkty producenta z Państwa Środka przechodziły obok mojego radaru. Szczerze mogę jednak powiedzieć, że pierwsze obcowanie ze sprzętem Keychrona to jak najbardziej pokaźna lista zalet. Na tyle, że nieco sobie wypominałem brak oddzielnego akapitu na temat wad tej klawiatury. Znalazłem jedną, na tyle widoczną, aby o niej wspomnieć, a przy tym na tyle prozaiczną, aby nie poświęcać jej osobnego paragrafu: chodzi o przewód.
Tak jest, przewód. Choć Keychron oddał w nasze ręce solidny kabel w oplocie, jest on kryminalnie wręcz krótki. Długość 125 cm to zdecydowanie za mało, aby poczuć komfort – zaskakujące jest to, że w 2025 roku spotyka się tak krótkie przewody w urządzeniach z wyższej półki. Z drugiej strony to jedyny problem jaki mam z tym urządzeniem – wszystko inne, pomijając wspomniany przewód, zrobiono w jej przypadku należycie.
Można by wspomnieć jeszcze o braku podpórki na nadgarstki lub wypatroszeniu tego modelu z łączności radiowej, ale moim zdaniem byłoby to czepianiem się na siłę. Keychron K5 to doskonały model klawiatury biurowej, który spełni oczekiwania każdego, kto poszukuje naprawdę solidnie wykonanego sprzętu do pracy.

Za dostarczenie klawiatury Keychron K5 do recenzji dziękujemy dystrybutorowi
Recenzja:
9
/
10
Plusy
Minusy
Sprawdź nasze pozostałe recenzje:






