Towa and the Guardians of the Sacred Tree to połączenie roguelite i twin-stick akcji w baśniowym świecie inspirowanym Japonią. Mieliśmy okazję sprawdzić wczesną wersję gry – oto nasze pierwsze wrażenia.
Towa and the Guardians of the Sacred Tree – mityczna opowieść o drzewie życia
Od samego początku Towa and the Guardians of the Sacred Tree stawia na baśniową atmosferę mocno inspirowaną mitologią Japonii. Centralnym punktem świata jest tytułowe Święte Drzewo – źródło życia, duchowej energii i powód, dla którego bohaterowie wyruszają w kolejne wyprawy. To właśnie jego losy wyznaczają rytm opowieści i nadają sens działaniom mieszkańców Shinju Village, gdzie zaczyna się nasza przygoda.
Gracz szybko wchodzi w rolę Towy i jej strażników – postaci, które nie tylko różnią się umiejętnościami w walce, ale też własnymi historiami i charakterami. To sprawia, że gra nie ogranicza się do typowego schematu „kolejnego runu”, ale od razu sugeruje, że będzie czymś więcej – narracyjnym doświadczeniem, w którym relacje i więzi są równie ważne jak same starcia.
Sprawdź też: Towa and the Guardians of the Sacred Tree – recenzja gry. Malownicza przygoda z duszą
Już we wczesnej wersji widać, że opowieść jest tylko zarysowana, a sporo elementów pozostaje tajemnicą. Jednak nawet ten wstęp daje mocne poczucie, że gra chce opowiedzieć większą, wielowątkową historię o poświęceniu, odwadze i balansie między światem ludzi a duchów. To właśnie ta obietnica głębszej narracji sprawia, że pierwsze godziny z Towa zostawiają po sobie wrażenie czegoś znacznie bardziej rozbudowanego niż zwykły roguelite. Wszystko to przypominało mi pod wieloma względami obie części Hadesa (które uwielbiam!) – choć w nieco innej i poniekąd rozbudowanej formie.
Drużynowy rogalik

Największą siłą Towa and the Guardians of the Sacred Tree jest podejście do roguelite’owej formuły. Zamiast samotnego bohatera, wyruszamy na kolejne wyprawy w duecie – Tsurugi i Kagura. Pierwszy z nich to wojownik, który prowadzi starcia w zwarciu, korzystając z różnorodnych broni i stylów walki. Drugi pełni rolę wspierającą, rzucając zaklęcia, wzmacniając sojusznika i dbając o to, by drużyna mogła przetrwać nawet najbardziej wymagające starcia. To rozwiązanie od razu sprawia, że każda wyprawa nabiera strategicznego charakteru – nie wystarczy tu szybki refleks, liczy się także umiejętne budowanie synergii.
Już na starcie można eksperymentować z różnymi kombinacjami postaci, a każda para zmienia dynamikę walki. Jedni bohaterowie specjalizują się w szybkim zadawaniu obrażeń, inni w kontrolowaniu pola bitwy czy utrzymywaniu się przy życiu. Różnorodność jest duża i aż zachęca do tego, by próbować kolejnych konfiguracji, sprawdzając, która najlepiej odpowiada stylowi gracza.
Kluczową rolę odgrywają też Graces – specjalne błogosławieństwa, które rozwijamy w trakcie runów. To one nadają charakter kolejnym podejściom, pozwalając tworzyć unikatowe buildy oparte na leczeniu, zwiększaniu mobilności czy potężnych atakach. Widać tu inspiracje takimi tytułami jak Hades, ale Towa idzie własną drogą – budując poczucie, że rozwój drużyny to coś więcej niż tylko zdobywanie kolejnych umiejętności.
Dzięki temu gra od pierwszych godzin jasno pokazuje, że chce wyróżniać się na tle innych przedstawicieli gatunku. Tutaj liczy się nie tylko to, jak dobrze opanujemy walkę, ale i to, jak skomponujemy drużynę, jakie decyzje podejmiemy w trakcie runu i jak przygotujemy się w przerwach między wyprawami. To połączenie akcji i taktyki sprawia, że Towa od początku daje poczucie świeżości.
Tętniące życiem Shinju Village

Między kolejnymi wyprawami sercem gry staje się Shinju Village – miejsce, które pełni rolę hubu i daje poczucie zanurzenia w świecie Towa and the Guardians of the Sacred Tree. To tutaj wracamy po trudnych starciach, aby przygotować się do następnych runów, ulepszyć bohaterów i powoli odkrywać historie mieszkańców. Twórcy zadbali o to, by wioska nie była tylko menu w ładnym opakowaniu – to przestrzeń, w której naprawdę czuć życie.
Każdy z mieszkańców Shinju ma coś do powiedzenia i stopniowo odsłania przed graczem własną opowieść. Rozmowy nagradzane są surowcami, a nawet nowymi możliwościami rozwoju, dlatego zachęcają do eksploracji i budowania relacji. To wprowadza dodatkową motywację – nie tylko chcemy przejść kolejny loch, ale też sprawdzić, co zmieniło się w samej wiosce.
Funkcjonalnie Shinju Village pełni kilka kluczowych ról. W dojo możemy rozwijać bohaterów, odblokowywać umiejętności czy eksperymentować z budowaniem buildów. U stolarzy i w kuźni wydajemy cenne surowce na wytwarzanie i ulepszanie broni, a w sklepie – jeśli dopisze szczęście – trafiamy na atrakcyjne promocje. Ważną rolę odgrywa też łowienie ryb, które okazuje się nie tylko mini-grą, ale i źródłem unikalnych bonusów, niedostępnych w inny sposób.
Całość tworzy poczucie, że progresja nie odbywa się tylko podczas samych wypraw, ale także między nimi. To właśnie Shinju Village nadaje strukturze gry rytm – balansując intensywne starcia z chwilami oddechu i spokojnego rozwoju. Dzięki temu powroty do bazy nie są obowiązkiem, lecz przyjemnością i okazją do lepszego poznania świata.
Dynamiczna walka i bossowie
Podstawą rozgrywki w Towa and the Guardians of the Sacred Tree jest walka, która od początku stawia na intensywność i precyzję. System twin-stick sprawia, że każde starcie jest płynne i dynamiczne, a jednocześnie wymaga ciągłej uwagi. Tutaj nie wystarczy tylko spamować ataków – kluczowe są uniki, odpowiednie ustawienie względem przeciwnika i mądre wykorzystywanie zdolności zarówno Tsurugi, jak i Kagury.
Gra wyraźnie nagradza cierpliwość i taktyczne podejście. Przeciwników najlepiej atakować od tyłu, co pozwala zadawać dodatkowe obrażenia i jednocześnie unikać ich ciosów. W sytuacjach krytycznych ogromną rolę odgrywają Fatal Blows – potężne ataki, których animacja zapewnia chwilową nietykalność. To świetne rozwiązanie balansujące ofensywę i defensywę, które pozwala nie tylko zadawać ciosy, ale też ratować się w sytuacjach bez wyjścia.

Szczególnie mocno w pamięć zapadają starcia z bossami. Każdy z nich wymaga innej strategii, a próba „przebicia się na siłę” zwykle kończy się szybkim porażką. Pojedynki testują refleks, uczą cierpliwości i nagradzają gracza, gdy ten potrafi odczytywać ataki i kontratakować w odpowiednim momencie. Satysfakcja z pokonania oponentów jest ogromna, a emocje towarzyszące starciu sugerują, że kolejne walki w pełnej wersji mogą być jeszcze ciekawsze.
Dzięki temu walka w Towa nie jest tylko dodatkiem do narracji, a sercem całego tego doświadczenia. Intensywna, wymagająca i jednocześnie sprawiedliwa, sprawia, że każde zwycięstwo smakuje wyjątkowo, a każda porażka zachęca do tego, by spróbować jeszcze raz z inną strategią lub nowym zestawem umiejętności.
Ślicznie i zjawiskowo
Jednym z elementów, które od razu przyciągają uwagę w Towa and the Guardians of the Sacred Tree, jest warstwa artystyczna. Twórcy postawili na styl, który łączy baśniową delikatność z nutą mroku, tworząc świat pełen kontrastów. Kolorowe lokacje przenikają się z niepokojącymi detalami, a każdy fragment mapy sprawia wrażenie, jakby został namalowany pędzlem – ręcznie, z dbałością o szczegóły.
Równie mocno wyróżniają się projekty postaci. Zarówno Towa, jak i strażnicy mają unikatowe sylwetki i stroje, które zdradzają ich charakter już na pierwszy rzut oka. Przeciwnicy – od drobnych potworów po większych bossów – są zaprojektowani tak, by jednocześnie budzić respekt i ciekawość. Widać, że estetyka gry nie ogranicza się do „ładnych obrazków”, ale wspiera mechanikę: ruchy przeciwników są czytelne, animacje precyzyjne, a efekty świetlne podkreślają dynamikę walk.
Na atmosferę ogromny wpływ ma także oprawa dźwiękowa. Muzyka balansuje pomiędzy spokojnymi, wręcz medytacyjnymi melodiami w Shinju Village, a intensywnymi, podbijającymi adrenalinę utworami w trakcie starć. Dodając do tego odgłosy otoczenia i dialogi bohaterów, dostajemy wrażenie świata, który żyje i reaguje na działania gracza.
Wszystko to sprawia, że Towa potrafi zahipnotyzować – nie tylko systemem rozgrywki, ale też aurą tajemnicy i piękna, która unosi się nad całą opowieścią. To gra, którą chce się odkrywać nie tylko dla mechaniki, ale również po to, by zanurzyć się w jej wyjątkowej atmosferze.
Wrażenia po kilku godzinach gry

Po kilku godzinach spędzonych z wersją preview Towa and the Guardians of the Sacred Tree widać wyraźnie, że nie jest to typowy roguelite. Gra stawia na budowanie więzi, atmosferę i opowieść, a jednocześnie oferuje angażujący, wymagający system walki. Już na tym etapie można poczuć, że każdy run ma swój własny charakter – dzięki różnorodnym kombinacjom bohaterów, rozwijanym Grace’om i decyzjom podejmowanym w Shinju Village. To połączenie narracji i taktyki sprawia, że trudno oderwać się od kolejnych podejść.
Najbardziej pozytywnie zaskakuje fakt, że mimo typowej dla gatunku pętli – walka, progresja, ulepszenia – całość nie staje się powtarzalna. Village daje poczucie celu i rozwoju, bossowie wymuszają różne strategie, a system drużynowy wnosi świeżość do znanego schematu. Dzięki temu Towa jawi się jako produkcja, która może zainteresować zarówno fanów wymagających roguelite’ów, jak i graczy szukających bardziej opowieściowego doświadczenia.
Pierwsze godziny zostawiły po sobie wrażenie dobrze wyważonej mieszanki: emocji z walk, przyjemnej progresji i świata, do którego chce się wracać. Jeśli pełna wersja utrzyma ten poziom i rozwinie fabułę zgodnie z obietnicami, Towa and the Guardians of the Sacred Tree może stać się jednym z najciekawszych tytułów w gatunku od czasu Hadesa.
Towa and the Guardians of the Sacred Tree już w wersji preview pokazuje ogromny potencjał – to gra, która umiejętnie łączy dynamiczną akcję z narracyjnym podejściem do roguelite’ów. System drużynowy, angażujące starcia i pełna klimatu oprawa wizualna sprawiają, że od pierwszych chwil widać tu coś więcej niż typowy „run-based gameplay”. Jeśli całość utrzyma tempo i rozwinie historię tak, jak sugerują pierwsze godziny, możemy mieć do czynienia z jednym z najbardziej intrygujących tytułów nadchodzącego roku.
Za dostęp do wczesnej wersji dziękujemy firmie CENEGA






