Towa and the Guardians of the Sacred Tree od pierwszych minut potwierdza, że to wyjątkowa podróż w świat inspirowany japońską mitologią. Jednak czy poza malowniczą oprawą można znaleźć tu coś więcej? Sprawdźmy!
Produkcja Brownies inc. to połączenie klasycznego RPG-a akcji z elementami roguelite, które tworzy coś świeżego i pełnego serca. Każda wyprawa to mieszanka emocji, wyzwań i pięknych widoków, a życie w wiosce Shinju stanowi idealny kontrapunkt dla intensywnych walk. Spędzone przy grze godziny pokazały mi, że to produkcja, która potrafi zatrzymać przy ekranie na długo i zostawić po sobie coś więcej niż tylko satysfakcję z kolejnych zwycięstw. Dlaczego tytuł ten mnie tak urzekł? Czytaj dalej!
Sprawdź też: Towa and the Guardians of the Sacred Tree – japoński Hades? (Wrażenia z wczesnej wersji)
Towa and the Guardians of the Sacred Tree – we dwójkę raźniej!
System walki opiera się na unikalnym, dwuosobowym składzie. Przed każdą wyprawą wybieramy dwóch Opiekunów – jeden dzierży sakralny miecz Tsurugi, a drugi magiczną laskę Kagurę. Główną rolę w boju odgrywa posiadacz Tsurugi – to nasz wojownik w zwarciu. Kagura wspiera z dystansu, rzucając zaklęcia, leczące obszary lub nakładając buffy. Choć zwykle sterujemy tylko Tsurugi (Kagura zostaje w tyle na autopilocie), system daje także opcję samodzielnej kontroli Kagury, co otwiera nowe możliwości taktyczne.
Każdy Opiekun ma swój zestaw umiejętności i styl. Jedni lepiej radzą sobie w roli mieczownika, inni jako wspierający magicy Sprzęt Tsurugi – para mieczy Honzashi i Wakizashi – trzeba stale przełączać: każda broń ma ograniczoną wytrzymałość, odzyskując użyteczność dopiero po zamianie miejscami. Ten drobny trik wymusza korzystanie z pełnego arsenału ciosów i zapobiega monotonii. Walki są szybkie i satysfakcjonujące, choć miejscami wymagają więcej planowania (zwłaszcza przy bossach, gdy trzeba zachować odstęp by naładować słabszy Wakizashi). System ten naprawdę działa – zachęca do eksperymentowania z różnymi duetami postaci i kompletuje mechanikę wciągającym wyzwaniem.
Dodatkowy smaczek: każda potyczka ma wysoką stawkę. Gra celowo narzuca, byśmy podejmowali trudne decyzje (każdy Opiekun nie jest nieśmiertelny) – co dodaje pojedynczym starciom głębi. Nie chcę zdradzać fabuły, ale powiem jedno: nawet trudny mechanizm związany z losami Kagury wzbogaca opowieść i nadaje jej powagi.
Rozwój postaci i życie w Shinju

Między biegiem roguelite’owym trafiamy z powrotem do Shinju – spokojnej wioski, która służy za główny hub rozwoju. To tutaj wzmacniamy naszych Opiekunów i poznajemy historię świata. Podczas eksploracji lochów zbieramy różnorodne materiały, srebro i złoto, a w Shinju możemy je wydać na ulepszanie ekwipunku lub naukę nowych umiejętności.
W samym środku wioski znajduje się kilka ważnych miejscówek: kuźnia (gdzie zebrane surowce możemy przerobić na nowe, silniejsze miecze), dojo do podszkolenia walki oraz sklepik z surowcami. Ciekawym dodatkiem są też proste minigry – np. mikrogra kowalska przypominająca WarioWare, dzięki której tworzymy i personalizujemy ostrza. W rolę rybaka jeszcze nie wszedłem, ale słyszałem, że można też łapać ryby dla nagród (punkty od łowców, które wymieniamy na bonusy).
W Towa and the Guardians of the Sacred Tree ważny jest rozwój relacji z mieszkańcami Shinju. Wokół paleniska Towa rozmawia z przyjaciółmi – na luźnych pogawędkach poznajemy ich historie i silniej się z nimi wiążemy. System czasu dodaje klimatu: z każdą upływającą erą wioska zmienia swój wygląd, a mieszkańcy dorastają lub wspominają przeszłość. Te elementy metagry zachęcają do ciągłego powrotu do Shinju – nawet po wielogodzinnej sesji w lochach można tu odpocząć, pouzupełniać zapasy i odczuć postęp.
Oprawa wizualna i muzyczna zachwycają

Na pierwszy plan Towa and the Guardians of the Sacred Tree wysuwa się bajeczna grafika. Brownies inc. wykorzystało swój znak rozpoznawczy – stylem „żyjącego obrazu” przepisane z wcześniejszych gier – i wyraźnie go udoskonaliło. Postaci wyglądają, jakby były ręcznie malowane tuszem na ryżowym papierze, a otoczenie kusi feerią barw i delikatnymi oparami mgieł. Każdy fragment świata emanuje urodą – od jaskrawo oświetlonych polan i lasów po wnętrza świątyń pełne detali. Nie ma tu ani jednej zwykłej tekstury; krajobrazy faktycznie sprawiają wrażenie namalowanych na płótnie.
Trzeci wymiar wrażenia robi muzyka autorstwa legendy japońskich soundtracków, Hitoshiego Sakimoto. Jego kompozycje podkreślają zarówno sielankowy, jak i dramatyczny charakter gry. Gdy przemierzamy wioskę Shinju, słyszymy łagodną melodię harfy i fletu, gdy zaś wkraczamy do mroczniejszych lochów – saksofony i bębny biją donośnie niczym w parze epickiego festiwalu. Ścieżka dźwiękowa płynnie łączy folklor z energiczną orkiestrą – efekt towarzyszy nam każdą walką i każdą chwilą spokoju.
Mityczna, angażująca historia

Obrońców Świętego Drzewa prowadzi mocny wątek fabularny. Za plecakami przygód stoi mityczna historia: świat zagraża bóg Magatsu, który swoją czarną magią wypuszcza straszliwe potwory Magaori i zatruwa ziemię mrocznym jadowitym miasmą Towa jako wybrana kapłanka Shinju musi wraz z przyjaciółmi przywrócić równowagę. Wyprawy prowadzą przez piękne, ale i niebezpieczne krainy inspirowane feudalną Japonią.
Bohaterowie są prawdziwą siłą gry. Każda postać z ośmiu Opiekunów ma swój unikalny charakter i historię (przywołująca niemal gotyckie opowieści o szczeniakach Shiba Inu pomaga morderczą misję brata i siostry) – przez co z czasem nie postrzegamy ich jak zwykłe klasy bojowe, lecz żywe osobowości. Wspólne wyprawy i ognisko po bitwie służą za pretekst do rozmów: Animacje pokazują Opiekunów snujących żarty, drwiących z lęków czy wzruszających się sytuacją kolegów. Takie interakcje budują silne emocje – czujemy, że obrońcy Shinju to więcej niż awatar w grze, a drużyna przyjaciół gotowa do poświęceń.
Pod względem narracji tytuł zdaje się nawet bliższy jRPG-owi czy visual novel niż typowemu roguelite. W sumie Towa and the Guardians of the Sacred Tree można nazwać takim japońskim Hadesem. Nowatorska fabuła przeradza się w bogatą sagę: niemal cały czas dzieje się coś ciekawego.
Od wstępnej wędrówki do bajecznej oprawy i voice-oerów, aż po narracyjne przerywniki między wyprawami, gra niemal zawsze trzyma nas przy historii. Coś takiego rzadko widzi się w losowych dungeonach – twórcom należą się brawa za połączenie wymagających wyzwań walki z tak emocjonalną opowieścią. (Łagodniejszy „tryb fabularny” pozwala też skupić się na zwiedzaniu i dialogach, choć na normalnym poziomie trudności cała zabawa nabiera więcej pikanterii.)
Czy warto zagrać w Towa and the Guardians of the Sacred Tree?
Towa and the Guardians of the Sacred Tree to tytuł, który podbija serce bogatą atmosferą i troską o detale. Malownicza grafika i muzyka Sakimoto tworzą nastrojowy świat, a mechanika wymusza ciągłą zabawę i eksplorację. Zarówno odkrywanie sekretów wioski Shinju, jak i eksperymentowanie z duetami Opiekunów dają ogrom satysfakcji.
Jedynym zauważalnym mankamentem są sporadyczne spadki płynności – na Switchu 2 gra działa płynnie, ale w niektórych momentach może się przyciąć.. Na szczęście jest to drobnostka w porównaniu z całą przyjemnością, jaką daje ta produkcja. Z czystym sumieniem mogę polecić Towa and the Guardians of the Sacred Tree każdemu miłośnikowi 2D-action RPG z duszą.
Recenzja:
9
/
10
Plusy
Minusy
Za kod do gry na Nintendo Switch dziękujemy firmie CENEGA!






