Darwin’s Paradox! wygląda jak urocza animacja, ale pod tą warstwą kryje się zaskakująco konkretna platformówka. To krótka przygoda, która nie wszystko robi idealnie, ale bardzo łatwo jej wybaczyć.
Są gry, które od pierwszych minut wiadomo czym chcą być. Darwin’s Paradox! nie udaje wielkiej rewolucji, nie zasypuje systemami i nie próbuje na siłę robić z siebie drugiego Inside albo nowego Little Nightmares. Zamiast tego bierze prosty pomysł – gram sprytną ośmiornicą wyrwaną z oceanu i wrzuconą do dziwnego, przemysłowego świata i wyciska z niego naprawdę dużo. To właśnie kupiło mnie najbardziej: spójność. Tutaj praktycznie wszystko kręci się wokół tego, że Darwin nie jest kolejną „postacią platformówkową”, tylko właśnie ośmiornicą, a twórcy potraktowali ten fakt serio.
Darwin’s Paradox, czyli co, gdyby Abe był ośmiornicą?
Grając w Darwin’s Paradox, aż trudno mi jest się powstrzymać do porównań z Oddworld: Abe’s Oddysee. Wielkie złe korpo? Jest. Wiecznie uciekający, nieco tchórzliwy bohater? Jest. Mnóstwo, ale to mnóstwo zagadek platformowych? Jest!
Największą właśnie frajdę daje mi tutaj samo poruszanie się. Darwin pełza, skacze, pływa, przykleja się do powierzchni, wciska w wąskie przejścia, manipuluje obiektami mackami, maskuje się i używa atramentu nie tylko defensywnie, ale też do interakcji z otoczeniem. Wprawdzie nie ma tu zbyt wiele mechanik, ale ta gra naprawdę nie potrzebuje ich więcej. Wszystko jest tutaj dobrze przemyślane i cały ten pakiet świetnie buduje tożsamość gry.
Najlepsze jest to, że Darwin’s Paradox! nie musi co chwilę wymyślać siebie od nowa. Wystarczy, że stopniowo dokłada zastosowania do tych samych zdolności. Raz trzeba kombinować z przyczepnością do ścian, raz z atramentem, a raz z wykorzystaniem elementów otoczenia. Dzięki temu gra przez większość czasu pozostaje świeża, nawet jeśli formalnie jest dość klasyczną, liniową platformówką. Właśnie w takich momentach czuć, że ktoś naprawdę usiadł i zastanowił się, jak zrobić grę o ośmiornicy, a nie tylko jak przykleić ośmiornicę do gotowego szablonu.
To bardziej filmowa przygoda niż wielka opowieść. No i bardzo dobrze

Darwin’s Paradox! najmocniej działa wtedy, gdy niczego nie tłumaczy na siłę. Historia jest prosta, opowiadana głównie obrazem, animacją, ruchem i otoczeniem. To w pełni wystarcza. Ta gra ma w sobie energię dobrej animacji familijnej: jest ciepła, lekko zwariowana, momentami niepokojąca, ale nigdy przesadnie ciężka. Nieco jak animacja Pixara. Z jednej strony jest urocza, z drugiej potrafi wrzucić Darwina w miejsca, które mają w sobie coś dziwnie nieprzyjemnego i przez to zapadają w pamięć. Najmocniej kupiło mnie to, że Darwin’s Paradox! nie rozpada się na osobne części. Tutaj animacja, muzyka, tempo scen i sam ruch bohatera działają razem, więc całość ma naturalną płynność. Nie czułem, że raz oglądam ładną oprawę, a za chwilę gram w coś zupełnie innego – wszystko jest podporządkowane jednemu klimatowi.
Sprawdź też: Premiery gier. W co warto zagrać w tym roku?
Bardzo podoba mi się też warstwa wizualna. Tła, oświetlenie i ogólna „mięsistość” tej oprawy robią świetną robotę. Darwin’s Paradox! ma ten trudny do zdefiniowania urok, który sprawia, że chce się patrzeć na ekran nawet wtedy, gdy akurat nie dzieje się nic spektakularnego. To jedna z tych gier, które wyglądają na lekkie i niegroźne, a potem okazuje się, że mają znacznie więcej charakteru niż niejeden dużo droższy projekt.
Urocza forma nie oznacza łatwej gry

Pora przejść do dochodzę do aspektu, która może część osób zaskoczyć. Darwin’s Paradox! wcale nie jest wyłącznie „milutką gierką o sympatycznej ośmiornicy”. Pod tym wszystkim siedzi całkiem wymagająca platformówka, stąd też przyrównanie do serii Oddworld. Nie w sensie brutalnym czy soulsowym, ale takim, który wymaga uwagi, wyczucia ruchu i niezłego czytania przestrzeni.
No i to bardzo mi się to podoba, bo dzięki temu Darwin’s Paradox! nie wpada w pułapkę bycia wyłącznie „ładnym”. Ba, jestem wręcz przekonany, że niższy poziom trudności sprawiłby, że produkcja ta stałaby się szybko dość monotonna. Ta gra naprawdę chce, żeby mechanika miała znaczenie. Poziomy nie są tylko dekoracją, ale przestrzenią do zabawy ruchem i prostymi, ale satysfakcjonującymi przeszkodami. Nie ma tu przesadnego komplikowania, ale jest bardzo przyjemne poczucie, że kolejne fragmenty faktycznie rozwijają to, czego już się nauczyłem.
Nie wszystko działa równie dobrze

Nie będę jednak udawać, że to jest platformówka bez skazy. Najsłabiej wypadają dla mnie fragmenty skradankowe. Sam kamuflaż jako mechanika jest fajny, bo pasuje do bohatera i świata, ale w praktyce te sekwencje momentami sprawiają wrażenie trochę doklejonych do reszty. Nie są fatalne, po prostu nie mają tej samej naturalności co wspinanie, pływanie czy zabawa atramentem. Tam, gdzie gra pozwala improwizować ruchem, błyszczy. Tam, gdzie mocniej zamyka w schemacie „przeczekaj i przemknij”, traci trochę energii.
Drugi problem to długość i finał. To gra krótka, co samo w sobie nie jest wadą, bo wolę niedosyt niż przeciąganie na siłę. Ale tutaj pod koniec faktycznie czuć, że przygoda urywa się szybciej, niż bym chciał. Zamiast pełnego domknięcia zostaje raczej myśl: „to już?”. Nawet pozytywnie nastawione recenzje zwracają uwagę na abrupt ending i ja się z tym zgadzam. To nie psuje całości, ale zostawia lekki niedosyt.
Przyczepić się też muszę do momentami niezbyt responsywnego sterowania, co w przypadku platformówki nie powinno tak naprawdę mieć miejsca. Czasem miałem wrażenie, że grę męczy spory input lag, co doprowadzało do kolejnej śmierci uroczego Darwina.
Darwin’s Paradox! wygrywa charakterem

Najbardziej cenię w tej grze to, że ma własną twarz. Nie chodzi tylko o to, że jest śliczna albo że bohater jest sympatyczny. Chodzi o to, że Darwin’s Paradox! ma konkretny charakter: jest lekko komiksowa, trochę filmowa, trochę oldschoolowa w podejściu do platformingu, ale jednocześnie nie brzmi jak zlepek cudzych pomysłów. Potrafi być zabawna, potrafi być zręcznościowa, potrafi być wizualnie świetna i przez większość czasu utrzymuje ten sam ton bez rozpadania się na osobne części.
To jedna z tych gier, które może nie będą dla każdego objawieniem, ale bardzo łatwo mogą stać się czyimś prywatnym faworytem. Zwłaszcza jeśli ktoś lubi produkcje mniejsze, bardziej zwarte, oparte na jednym dobrym pomyśle i dobrze poprowadzonej mechanice, zamiast na wielkości świata i liczbie ikon na mapie.
Czy warto zagrać w Darwin’s Paradox!?
Darwin’s Paradox! kupiło mnie tym, że wie, czym chce być i przez większość czasu realizuje ten pomysł naprawdę konsekwentnie. To platformówka z charakterem, fantastycznym ruchem, bardzo ładną oprawą i filmową lekkością, która nie przeszkadza jej być momentami zaskakująco wymagającą. Nie wszystko działa idealnie – sekcje skradankowe bywają słabsze, a zakończenie zostawia niedosyt – ale całość i tak broni się bez większego problemu. To nie jest gra, która bierze rynek szturmem rozmachem, ale wygrywa pomysłem, urokiem i wykonaniem. A takich produkcji zawsze chcę więcej.
Za kod do gry na PS5 dziękujemy firmie CENEGA!
Recenzja:
9
/
10
Plusy
Minusy






