W przypadku modelu Keychron M6 trudno uniknąć skojarzeń z Logitechem MX Master 3. Czy propozycja Keychrona ma jednak solidne argumenty, aby nawiązać walkę z tym jakże popularnym modelem biurowym? Odpowiedź znajdziesz w tej recenzji.
Po recenzowanej przeze mnie klawiaturze Keychron K5, która wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, do naszej redakcji trafiło kolejne urządzenie chińskiej marki. I nie, zdecydowanie nie jest to kolejna-nudna-jak-spod-sztancy mysz gamingowa – jej ergonomiczne wyprofilowanie sprawia, że już pod tym względem sprzęt zaciekawia. Choć producent nie przekonuje nas, że mamy do czynienia ze sprzętem do gamingu, pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że zadowoli ona także graczy, którzy przede wszystkim szukają urządzenia do zastosowań profesjonalnych…
…nie chcąc przy tym płacić 569 złotych za wspomniany model Logitecha. To właśnie na tym polu Keychron postanowił rzucić wyzwanie i zdetronizować Logitecha z tronu wyprofilowanych myszek do pracy. Oficjalna cena ze sklepu producenta to 249 zł, zatem różnica jest znacząca – jak jednak możecie się już domyślać, pewne ustępstwa były niezbędne, aby tak znacząco obniżyć cenę.
Nie jest to jednak artykuł porównujący oba urządzenia, więc nie będę przesadnie spoglądał na M6 przez pryzmat MX 3. To występ jednego aktora, a jest nim właśnie Keychron M6. Poznaj wszystkie wady i zalety tego sprzętu, jakie udało mi się dostrzec po około 3 tygodniach korzystania z urządzenia.
Wygląd i wykonanie myszki Keychron M6
Recenzowany model to w 100% mysz dedykowana osobom praworęcznym – jej charakterystyczne wyprofilowanie nie pozwala na używanie jej lewą dłonią. Po wyjęciu z pudełka waży ona około 78 gramów, więc zdecydowanie nie nazwałbym jej ultralight, ale nie jest też przesadnie ciężka. Łącznie mamy tu do dyspozycji 10 przycisków, choć warto zaznaczyć, że 3 z nich są umieszczone pod spodem, służąc do zmiany parametrów urządzenia (do tej kwestii wrócę później).
Pomijając klasyczne trio LPM, PPM i rolki, mamy tutaj do dyspozycji dodatkowego scrolla, którym operujemy kciukiem. Pod nim znajdują się dwa przyciski (forward/backward). Warto jednak skupić się na głównej rolce, która, co ciekawe, jest sprzężona z przyciskiem znajdującym się pod nią. O co chodzi? W domyślnym ustawieniu, rolka zachowuje się jak w większości myszek – ma wyczuwalny skok, co pozwala na precyzyjne przewijanie i jest przy tym niezwykle głośna, co nie każdemu przypadnie do gustu. Po aktywacji przycisku zmiana jest jednak ogromna: załącza się tzw. infinite scroll, co przekłada się na bezskokowe działanie – po szybkim przewinięciu rolka zachowuje się jak koło, które obraca się szybko, nie mając żadnego tarcia. Może mieć to swoje zastosowanie, np. podczas przewijania długich stron, ale osobiście mnie to nie zachwyciło. Warto jeszcze zaznaczyć, że rolka umożliwia przechył na boki, aby przewijać w pozycji horyzontalnej.

Wspominałem już, że myszka jest wyprofilowana na modłę MX Mastera 3. Oznacza to, że mamy tutaj podkładkę na kciuk, która sprawdza się naprawdę nieźle – nawet duży palec w zupełności się na niej pomieści. Recenzowany gryzoń jest jednak mniejszy pod względem wymiarów, co jest zauważalne w przypadku dużych dłoni. Osobiście rekomendowałbym myszkę dla posiadaczy maksymalnie średniej rozmiarów dłoni. Jeżeli Twoja dłoń jest większa i przykładowo na co dzień korzystasz z uchwytu typu fingertip, przesuwanie mysz z uwagi na jej asymetryczny profil może wydawać się nienaturalne a na dłuższą metę – męczące dla nadgarstka. Odpowiednie dopasowanie myszy ergonomicznej do dłoni jest niezwykle ważne, dlatego warto zwrócić na to uwagę.
Pod spodem mamy cztery ślizgacze, które wykonano z materiału premium czyli PTFE (znanego także jako teflon). Są umieszczone w odpowiednich miejscach – w tym także dookola sensora – i zapewniają gładki poślizg. Do tego, oprócz rzecz jasna sensora, mamy tu też przycisk zmiany urządzeń BT (w liczbie 3 sztuk), bardzo mały i raczej trudny w obsłudze, przełącznik rodzaju komunikacji gryzonia oraz dwa dodatkowe parametru DPI i raportowania myszy. Dwa ostatnie przyciski zostały opatrzone diodami, które pomagają zidentyfikować aktywowany poziom.
Sam korpus urządzenia został wykonany z tworzywa ABS o charakterystycznej fakturze, która w dotyku może przypominać gumę, będącą w matowym odcieniu. To rozwiązanie nie jest przesadnie premium, aczkolwiek nie mogę jednoznacznie określić tego, jako czegoś złego, choć mam obawy co do szybkiego pojawienia się wytarć. Spodnia część urządzenia wykonana została z tworzywa o chropowatej strukturze – jeżeli korpus byłby taki sam, mysz z pewnością prezentowałaby się zarówno gorzej, jak i taniej. Samo spasowanie elementów jest odpowiednie – mysz ma zwarta budowę a jej poszczególne punkty nie trzeszczą, także pod naciskiem. Tego samego nie można powiedzieć jednak o głównej rolce, która pomijając głośność w domyślnym trybie, bardzo mocno się chybocze.Owszem, oferuje ona przechył prawo/lewo w poziomie, ale przy gwałtowniejszym ruchu całą myszą słyszalny jest charakterystyczny dźwięk. Jak widać, nie udało się ukryć oszczędności całkowicie – główna rolka to jeden z najsłabszych elementów całej myszy, choć doceniam, że jej powierzchnia została wyłożona miłą w dotyku gumą.
Trzy rodzaje łączności
Realia pracy w biurze, obfitujące w dużą liczbę wyjazdów i kontaktów z różnym sprzętem, wymagają od peryferiów dużej wszechstronności w kwestii łączności. Pod tym względem Keychron dowozi całkowicie: mamy tu trzy rodzaje komunikacji w postaci klasycznej przewodowej, łączności radiowej 2,4 GHz oraz Bluetooth. Ten pierwszy tryb wykorzystuje dołączony przewód w oplocie, który ma niezłą jakość i jest odpowiednio długi.
Łączność na kablu to coś, nad czym nie ma co się wiele pochylać, zatem przejdźmy do pozostałych dwóch. Przede wszystkim: mysz jest kompatybilna zarówno z systemami Windows, jak i macOS, co mocno rozszerza możliwości pracy. Do tego, za pomocą łączności BT w standardzie 5.1 możemy równocześnie sparować ją z trzema urządzeniami, które zostaną zapamiętane – dodajmy do tego kolejny sprzęt łączący się z nanoodbiornika radiowego i mamy aż cztery sprzęty, z którymi możemy się łączyć właściwie w trymiga. To ogromna zaleta tego urządzenia, a do tego: nie ma tu żadnej czkawki podczas przełączania – wszystko następuje bezproblemowo i dynamicznie.

Doceniam przy tym fakt, że producent nie szczędził dodatków – Keychron pod tym względem to marka godna naśladowania bo podobny casus był w przypadku wspomnianej już klawiatury, jaką recenzowałem. Tu jednak chodzi o coś innego, otóż producent dołączył do zestawu dwa nanoodbiorniki: jeden typu A, drugi typu C. Jakby tego było mało, mamy tu również dwa adaptery (typ A do typu C i odwrotnie). To naprawdę przydatne, w szczególności, gdy posiadasz urządzenie obsługujące jedynie USB-C – nie musisz wtedy rezygnować z dongle’a, wystarczy dobrać odpowiedni do gniazdka. Brawo Keychron, to podejście godne pochwały.
Keychron M6 w codziennym użytkowaniu
Szczerze powiedziawszy jestem bardziej fanem symetrycznych myszek, stąd byłem też pewien, że użytkowanie tego modelu sprowadzi się do obowiązkowych godzin w pracy, po czym wrócę do swojego gamingowego modelu w chwili relaksu. Szybko jednak przekonałem się do jej kształtu (nawet jeśli moja dłoń okazała się nieco za duża), a to także za sprawą tego, co tkwi w jej wnętrzu.
Mowa tu rzecz jasna o sensorze, którym jest PixArt 3395, czyli optyczny sensor, który cechuje aż 26000 DPI i śledzenie prędkości na poziomie 650 IPS. To wynik aż nadto, aby z czystym sumieniem spróbować wyjść z nią poza domenę pracy biurowej i sprawdzić ją w grach. Co więcej, polling rate w jego przypadku to 1000 Hz, zatem ten gryzoń w zupełności ma papiery aby błyszczeć w gamingu. Jeżeli nie jesteś prosem w świecie gamingu, który utrzymuje się z grania w turniejach, skłonny jestem zaryzykować stwierdzenie, że jeżeli nie przeszkadza Ci jej ergonomiczny kształt (większość modeli gamingowych to zdecydowanie nie ten rodzaj urządzeń), ta mysz pozwala połączyć przyjemne z pożytecznym i z jej pomocą upieczesz dwie pieczenie na jednym ogniu. Dodajmy do tego, że przełączniki Huano, jakie tu zastosowano, cechuje żywotność na poziomie aż 80 milionów kliknięć i otrzymujemy sprzęt na długie lata.
Owszem, brakuje jej typowego gamingowego zacięcia, podświetlenia RGB, dodatkowych obciążników i innych stricte gamingowych funkcjonalności, ale pamiętajmy, że to nie sprzęt z tego segmentu. I pomimo tego radzi sobie całkiem nieźle w grach, śmiało wychodząc poza swoją strefę komfortu.
Fantastyczna żywotność baterii
W recenzji pracującego bezprzewodowo sprzętu nie można pominąć kwestii żywotności akumulatora. Keychron w swojej myszce umieścił ogniwo o pojemności 800 mAh, które według oficjalnych informacji zapewnia do 80 godzin pracy. Co jednak istotne, producent nie informuje tu czy wynik osiągnięto w przypadku połączenia radiowego, czy też Bluetooth. A ma to duże znaczenie, gdyż ten drugi sposób zapewnia znacznie lepsze rezultaty.
Bez względu na to, osiągane wyniki są bardziej niż zadowalające. Wspomniane 80 godzin to ponad 3 dni nieustannej pracy – codzienne użytkowanie wymusiło konieczność ładowania dopiero po prawie 14 dniach. To doskonały wynik, ale oczywiście jest też uzależniony od intensywności użytkowania i może się okazać, że ulegnie u wybranych użytkowników skróceniu lub wydłużeniu. Sam proces ładowania jest jednak szybki i wszystko zamyka się w około 2 godzinach na podłączonym przewodzie.

Na żywotność baterii ma wpływ również tryb auto-sleep, który usypia mysz po 10 minutach bezczynności. Rzecz jasna działa on tylko w trybie bezprzewodowym i moim zdaniem mógłby być skrócony np. do 5 minut, ale chciałem tu poruszyć coś innego. Wiele myszek z takim dodatkiem lubi nieco zaspać i wybudzanie przychodzi im z zauważalnym opóźnieniem. Keychron M6 zdecydowanie do nich nie należy – w momencie sięgnięcia po myszkę, wybudza się ona do pracy praktycznie natychmiastowo.
Software wart każdej pochwały, z którego wcale nie musisz korzystać
W poprzedniej recenzji sprzętu Keychrona nie mogłem pominąć tego, jak rozwiązano kwestię oprogramowania. I co warte odnotowania: jak dobrze to zrobiono. Keychron M6 nie wyłamuje się z tego schematu – w przypadku myszy również łączymy się przez przeglądarkę z webową aplikacją do modyfikowania parametrów myszy. Żadnego instalowania, nada, zero null! Wystarczy wpisać odpowiedni adres do swojej przeglądarki (choć nadal brak wsparcia dla Mozilli), dodać urządzenie i gotowe – możemy swobodnie zagłębić się w modyfikację.
Webowa aplikacja pozwala na modyfikację przycisków, tworzenie makr, zmianę poszczególnych progów DPI i polling rate, które przypisane do przycisków na spodzie, lub nawet zagłębienie się w bardziej zaawansowane funkcje, jak zmiana debounce time, LOD a nawet wydajności sensora. Wszystko odbywa się łatwo, szybko i bezproblemowo – zmiany są zapisywane bezpośrednio w pamięci gryzonia, wszystko odbywa się praktycznie z marszu.
Niemniej jednak projektanci Keychrona słusznie doszli do wniosku, że tworząc myszkę stricte biurową nie można zakładać, że jej użytkownicy będą chcieli spędzać czas w sofcie, niezależnie od tego jak wygodny on jest. Wspominałem już o przyciskach na spodzie i to właśnie o nich mowa – z ich pomocą w lot zmienimy parametr DPI i polling rate oraz przełączymy się między urządzeniami. Zmiana rodzaju komunikacji? Proszę bardzo, od tego jest trójstopniowy przełącznik. Wiele myszek bezprzewodowych usilnie stara się przekonać użytkownika do softu, ukrywając w nim możliwość sprawdzenia stanu naładowania. Zamiast takich praktyk mamy tu diodę koło bocznej rolki, która informuje blaskiem czerwonego koloru o niskim poziomie naładowania.

To wszystko sprawia, że Keychron oddaje w nasze ręce świetnie zaprojektowane oprogramowanie, nie zmuszając nas przy tym do obowiązku korzystania z niego. Wszystko to, co jest najważniejsze znajduje się na samej myszy, zatem w zupełności pokryje to podstawowe potrzeby, a każdy kto będzie potrzebował więcej skorzysta z prostej i lekkiej webowej aplikacji. Brawo!
Werdykt: solidny gryzoń do biura i nie tylko
Słowa użyte w tytule tej recenzji mogłyby zabrzmieć krzywdzącą tylko w jednym przypadku: jeżeli Keychron stworzyłby imitację popularnego modelu Logitecha, będącą zwykłym skokiem na kasę, bez solidnych podstaw. Absolutnie nie ma to jednak miejsca, bo choć wizualnie oba urządzenia są niezwykle do siebie podobne, to model chińskiego producenta spełni oczekiwania tych, dla których MX Master 3 jest za drogi.
Różnica w cenie jest znacząca, a propozycja Keychrona wcale przesadnie nie ustępuje pola swojemu konkurentowi. Mamy tu pokaźną paletę zalet, które nie zostały przykryte nawet w połowie ustępstwami spowodowanymi niższą ceną. W zasadzie, Keychron M6 wykracza poza domenę pracy biurowej, oferując solidną wydajność w grach, co pozwoli połączyć w sobie dwie funkcje, bez konieczności inwestycji w myszkę gamingową. Jeżeli więc szukasz doskonałej myszki biurowej, która sprawdzi się nie tylko w pracy i szukasz czegoś tańszego – nie możesz źle trafić z Keychronem M6.
Za dostarczenie myszki Keychron M6 dziękujemy dystrybutorowi
Recenzja:
8+
/
10
Plusy
Minusy
Sprawdź nasze pozostałe recenzje myszek:






